Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


06.09.2018 (12:31)

Nie mogę uwierzyć, że chociaż już wrzesień, to godzina szósta rano nie oznacza zrywania się z łóżka. Nie muszę wychodzić po ciemku i wracać po ciemku (no dobra, wiem, że to jeszcze nie ta pora roku przecież) i nie spędzam ponad czterdziestu godzin tygodniowo poza domem.

Rano po pierwszej łóżkowej kawie rozkładam matę i ćwiczę jogę. Znalazłam sobie w sieci angielskie filmiki z ćwiczeniami dla osób pracujących w pozycji siedzącej i cierpiących na bóle kręgosłupa. Z kilku filmików powybierałam fragmenty i ułożyłam sobie z tego sesję trwającą około siedemdziesięciu minut - w sam raz na poranne porozciąganie się i uelastycznienie gnatów. Początki były trudne, bo musiałam nauczyć się JAK, co oznaczało, że jednocześnie musiałam patrzeć na ekran z instruktażem i w całkiem innym kierunku, zależnie od wykonywanej pozycji. Teraz w czwartym tygodniu jest już łatwo i bardzo przyjemnie, bo jedyna trudność, to CO i KIEDY. Szkoda, że jak się już porządnie rozkręcę, to będę musiała zrobić przerwę na wykurowanie ręki.
O czym jednak nie mogę zapomnieć, to wyrabianie nawyków prawidłowego trzymania głowy i ramion, prowadzona od paru tygodni w trudzie i bólu, w dzień i w nocy. Szyja uczy się żyć po nowemu ale buntuje się i wierzga.

To pierwszy tydzień mojego długiego urlopu.
Codziennie zostaję w domu tylko ze zwierzętami. Koty jak koty, wiadomo, ale psy są naprawdę przeszczęśliwe!
Młode kurki już się całkiem usamodzielniły. Dziś pierwszy raz kwoka nie towarzyszyła im podczas porannego karmienia w wolierze, a od trzech dni jeden z kogucików trenuje już pianie. Żałosne to na razie i nieporadne, a brzmi jakby jakiś kot zamieszkał w kurniku i miauczał nie całkiem po kociemu. Kwoka natomiast od kilku dni ma coraz większy i coraz bardziej czerwony grzebień, co oznacza, że wkrótce powróci do znoszenia jaj.
Zbieram owoce, robię przetwory, pielęgnuję ogród i gotuję obiady. Bardzo dużo przetworów narobiłam tej zimy - głównie to mrożonki, ale też i trochę słoików. Wciąż jest jeszcze dużo pomidorów, a muszę też zagospodarować buraki, marchew, pietruszkę, pory i pasternak z warzywnika. Musze to zrobić szybko, póki obie ręce działają jako tako.

Patrzę sobie przez otwarte okna, jak pada deszcz i wydaje mi się, że właśnie zaczęłam wakacje.
A tam gdzieś za górami za lasami - bezpieczna droga do szkoły, lżejsze plecaki i dłuższe przerwy, komisje, zespoły, plany, arkusze, zakwasy interpersonalne i priorytety ministerialne, bitwy o wolne sale, pierwszy egzamin ósmoklasistów, rozbudowa placówki, dwudziestolecie lokalne i stulecie globalne (no! prawie globalne, ale zważywszy że jesteśmy przecież narodem wybranym to cała planeta powinna świętować).

A tutaj - wdech i wydech.

Komentuj (6)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów