Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


13.11.2018 (12:45)

Na jesienne prace w ogrodzie czekamy zawsze niecierpliwie. Nasadzenia, przesadzenia, zmiany i korekty są planowane przez całe lato, kiedy to obserwujemy ogród i dostrzegamy jego niedoskonałości i nowe możliwości. No i potem czekamy i przebieramy nogami, kiedy to już wreszcie będzie można ruszyć ze szpadlami. Pierwszy tydzień listopada to był właśnie ten czas.

Wiele róż znalazło nowe miejsce, poprzesadzaliśmy też niektóre hortensje i na stałe miejsca trafiły prawie wszystkie chryzantemy. Co ciekawe, w boju zaginęła jedna z odmian - ani sadzonki, ani etykietki i naprawdę nie wiem, co się stało i na jakim etapie tej rewolucji. Jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi do głowy, to że kępka została pomyłkowo posadzona z inną odmianą, a etykietkę pożarła Buka. Się zobaczy na wiosnę.

Została też rozebrana obudowa studni i od razu Stary narysował, jak będzie wyglądała nowa organizacja tego miejsca, która nastąpi wiosną. Okazało się zresztą (czego się zupełnie nie spodziewaliśmy), że cembrowina studni wystaje nad poziom gruntu tylko jakieś marne dziesięć centymetrów i teraz trzeba myśleć też i o tym, z czego wymurować tę część nadziemną. Tymczasem Stary zmontował pokrywę z desek i przykrył zasadzkę, a ponieważ przy wyrównywaniu gruntu pod róże pnące odkopał tam nowe pamiątki po lodowcu, to w naturalny sposób zostały one od razu zastosowane jako obciążenie pokrywy.





Po latach przycinania, formowania, hołubienia i starań przyszła pora na eksterminację jaśminowca sprzed domu. Otworzyły się zupełnie nowe widoki i choć można się było tego spodziewać, to jednak zaskakują, bo po raz pierwszy z różnych miejsc widać rzeczy, które dotąd nie były widoczne.

Wzięłam się też wreszcie za nowy rządek lawendy. Zajrzałam pod wykładzinę dywanową tymczasową, która najpierw kilka lat leżała na podłodze w tylnej sieni, a potem została wykorzystana do uduszenia darni na pasku wzdłuż lawendowego poletka. Kilka miesięcy - i po perzu zostało sianko zbite w kołtun, które łatwo się dawało wyszarpać grabkami. Dwa dni mi zajęła ta praca i mam teraz nowy rządek a w nim prawie pół setki lawendowych krzaczków.
A wykładzinę rozłożyłam trochę dalej i na wiosnę będzie miejsce pod kolejny rządek.



Młode kurki są już prawie takie duże jak stare, brakuje im tylko czerwonych grzebyczków, a pod koniec grudnia powinny zacząć znosić jajka. Urosły też bardzo kogutki i muszę teraz jak najszybciej pozbyć się dwóch z tych czterech, które chodzą po wybiegu i jak nie znajdę nic mądrzejszego, to oddam je komuś na pożarcie.



Komentuj (0)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów