Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


06.03.2010 (09:10)

Nie chce mi się pisać, bo za dużo mam do pisania, za dużo mam do roboty.

Wypisałam się z wycieczki do Grecji, na którą miałam jechać pod koniec czerwca, bo straciła ona dla mnie całą atrakcyjność; będę miała o tej porze wszystkie Grecje świata, Grecję mojego życia, że tak powiem. Chociaż... byliśmy w czwartek po południu na wsi i nie wygląda tam na Grecję, naprawdę. Śniegu po kolana i jacyś ludzie łażą po naszym domu i jakiś obcy pies szczeka. Zawieźliśmy tam znajomego elektryka, który być może będzie wymieniał całą instalację, żeby mógł się rozejrzeć na miejscu. A dziś przychodzi do nas na rozmowy remontowe pan, który będzie chyba robił ten cały remont.

Miałam pogląd wyrobiony głównie na podstawie zdjęć, oglądanych wciąż i wciąż, no i ta jedna wizyta na samym początku, w sierpniu. Po tym czwartku stwierdzam, że pokoje na dole wydawały mi się większe, niż są w rzeczywistości, natomiast pokoje na górze zupełnie odwrotnie. No i kury mają ekstra domek w ogródku, tylko musimy go obrać z eternitu. Ale domek nadaje się nawet, żeby zamknąć w nim kogoś na noc (za karę lub dla wymuszenia zeznań).

Poszłabym na jakiś koncert, gdzie można by poskakać i powrzeszczeć. Rozważam pierwszy dzień Open’era, zamiast tej Grecji. Eddie, hmmm, mniam....

Muszę zrobić linkownię do tematu wieś. Porobiliśmy sadzonki z winobluszczu, zdartego ze ścian balkonu, a w najbliższych dniach będę siać pomidory na rozsadę. Mam nasiona, które wybierałam pieczołowicie w sierpniu z takich mega pysznych odmian, które jednak mają mało nasion w owocu, więc trzeba się nadłubać. Jakbym wiedziała, że się przydadzą! Przetrwały zimę, zabezpieczone i nawet ładnie pachną.

Jestem już trzy tygodnie na diecie rozdzielnej i ciekawe, czy coś z tego wyniknie.
A dziś idę na babski sabat do dziewczyny, którą znam od prawie roku, a wczoraj się dowiedziałam, że była ona kiedyś synową mojej koleżanki z poprzedniego życia.
(1718)

Komentuj (4)

13.03.2010 (08:54)

Żeby nie było, że Młody nic sobie dawno nie uszkodził, to jesteśmy właśnie po wieczornej wizycie na pogotowiu. Skakał wczoraj wzwyż na 170 cm i jakoś mu się tak podwinęła lewa ręka, że upadł na nią. W efekcie ból i opuchlizna i kolejne zdjęcie Rtg. Obyło się tym razem bez gipsu, ale chusta trójkątna ma być noszona przez 3 tygodnie.
Musimy dziś usiąść ze Starym i zaplanować układ tych wszystkich pierdów elektrycznych, gniazdek i pstryczków i Stary już mi zapowiada, że czuje narastający konflikt. Coś mi się wydaje, że będzie próbował przeforsować oświetlenie domu lampami naftowymi, połączonymi szeregowo, albo cuś. Będę dzielna.
W poniedziałek lecimy się wymeldować, bo we wtorek, przy podpisywaniu aktu notarialnego musimy przedstawić zaświadczenie, że pod naszym adresem nie ma żadnych osób zameldowanych. No a w środę zameldujemy się już na wsi. Będziemy więc bezdomni przez te dwa dni...
We wtorek i środę będzie dobry dzień na wysiew pomidorów, ziemię mam już przygotowaną. Latem kupuję te bawole serca za szatańskie pieniądze i pożeram z oliwą, solą, pieprzem i świeżą bazylią. Może uda mi się mieć własne. Ale właściwie, dlaczego miałoby się nie udać?
Dziś zdjęcia piętra. Obecnie są tam dwa pokoje z prostymi ścianami, skosy są odcięte i funkcjonują jako strych, a cały dach jest nieocieplony. Chcemy zachować ten układ, tylko mamy zamiar zabudować bocznymi ściankami sień miedzy pokojami i ocieplić utworzony w ten sposób duży prostopadłościan. A pod skosami nadal będzie strych.

Pokój południowo-zachodni:


Pokój północno-wschodni:


Sień między pokojami:


Skosy:








Szczyt pod kalenicą:


Komentuj (7)

16.03.2010 (19:05)

Kupowanie domu jest wyczerpujące fizycznie i psychicznie. Trzeba jeździć samochodem między bankiem a notariuszem i biurem nieruchomości z walizką banknotów. Trzeba też słuchać pananotariuszowego czytania długo i cierpliwie, a następnie podpisywać papiery, z których wynikają śmiertelnie poważne rzeczy. Na przykład jest tam napisane, że mieszkanie, w którym mieszkam, nie jest już moje, natomiast dom, w którym nie mieszkam, jest owszem mój. Oraz, że pieniądze, które bank przelewa z tytułu zaciągniętego kredytu krążą w nieskończoność pomiędzy kontami aktorów tego spektaklu.
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby pan notariusz, spisujący te ważne rzeczy, ponumerował błędnie strony i nadał im kolejność: 1, 2, 2, 4, 5 (więc Stary do samochodu i z powrotem z banku do notariusza).

Stary dobrze ogarnia tę całą kuwetę, więc ja się mogę skupić na kluczowych zagadnieniach typu: płytki gładkie, czy chropowate.
Mimo to dzisiejszy dzień wyczerpał mnie do tego stopnia, że po obiedzie osunęłam się i zapadłam w sen w biżuterii i makijażu, a teraz wstałam i nawet nie jadę na medytację, bo po prostu nie mam siły (a tu jeszcze przede mną wysiew pomidorów, nie ma letko).

A jutro jedziemy do IKEA, zainspirować się twórczo.


Ponieważ wczoraj się już wymeldowaliśmy, więc jesteśmy bezdomni wraz z dziećmi. Wy wszyscy, którzy to czytacie, nie czujcie się bezpiecznie. Czteroosobowa rodzina z psem może Wam się lada chwila wpakować na chatę i zacząć zużywać wodę i elektryczność.
(1888)

Komentuj (3)

21.03.2010 (13:51)

Byliśmy na wsi w piątek. Zaliczyliśmy z panią S. obchód całej posesji z opowiadaniem i pokazywaniem. Ochrzciłam moje nowe granatowe kaloszki - spisały się na medal. Ustaliliśmy, jakie ruchome części gospodarstwa państwo S. chcieliby nam przekazać odpłatnie, a jakie nieodpłatnie.

Kury mamy dostać gratis. Za bardzo się z nimi nie zapoznałam, bo nie wsadzałam głowy do ich kurnika. Kogut jest niezłym bykiem i podobno bez kija nie należy się zbliżać. W związku z tym mam pytanie: czy kogut MUSI być w kurniku? Z tych kur jedna wyglądała nam na zielononóżkę, a w takim razie jej jajko na Allegro kosztuje dwa czterdzieści. Jedno.
Z tymi kurami będzie trzeba uważać, w sensie traktować je ozięble i lekceważąco, sypiąc im ziarno, no bo jak tu potem ugotować rosół z takiej kury, do której się czuło sympatię? Gdzieś tam była chyba u Andersena dziewczyna_ kopiąca_ kury, czy nie w Brzydkim Kaczątku?

W ogrodzie leży pełno śniegu (no, leżało w piątek!), ale i wschodzą już tulipany i lilie, pod folią kiełkuje rzodkiewka i sałata lodowa, wzdłuż ścieżki wyglądają zielone liście stokrotek, a w pokoju na oknie wzeszły już pomidory.
Dowiedzieliśmy się, w których drzewkach lęgną się ptaszki, a w których nie, który krzak bzu kwitnie na jaki kolor. Będę teraz miała swój własny czarny bez, którego kwiatostany suszę każdego roku na lek przeciwgorączkowy.

Zaliczyliśmy też kawę z sernikiem, w sumie siedzieliśmy tam ponad trzy godziny. Posłuchaliśmy opowieści z historii domu i dziejów państwa S., no i trochę takich praktycznych ciekawostek, które nam się mogą przydać, porobiłam trochę notatek i kilka zdjęć.



I wróciliśmy do domu; siedzimy i wkurzamy się, że tyle roboty tam na nas czeka, a my tu w tym bloku siedzimy jak te dupy.
(2008)

Komentuj (8)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów