Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.03.2012 (20:06)

Stary udziela się znów w gospodarstwie, a on jak już zacznie, to idzie jak taran. Wyglinował resztę sieni warstwą pierwszą kostropatą i warstwą drugą gładką. Po tym tynkowaniu wyczyścił też belki w szachulcu w sieni - wyglądają jak cud-miód i bez biletów nie wpuszczam.
Zamontował też na ścianie wiatrołapu nową lampę zewnętrzną, bo stara się przepaliła, a poza tym była brzydka, jakaś taka wydziwaczona. Ta nowa jest zwykła, czyli ładna.
Teraz Stary sprząta strych, żeby Dziunia miała porządek w swoich dwóch pokojach w nowym sezonie, a przy okazji wyrychtuje sobie tam wreszcie akuratny warsztacik (Dziunia się zgadza).

Przywieźli nam wczoraj wielką przyczepę drewna opałowego i nawet nam tą przyczepą nie wyrwali bramy, choć wyglądało, że próbują. Testosterony wrzuciły drewno do drewutni, a Stary już dziś dorwał się do siekiery i „trochę sobie połupał”.

Od tej ciężkiej pracy stał się brutalnym wiejskim prostakiem i ostatniej nocy bezceremonialnie odepchnął mój łokieć, aż się obudziłam. Wypomniałam mu to dziś przy zupie gulaszowej, żeby sobie nie myślał, że spałam i o niczym nie wiem. Bronił się nieporadnie, mamrocząc coś, że chciałam mu przecież tym łokciem wybić oko.
Też coś! Jakbym miała łokieć zakończony szydełkiem!

A poza tym – kwitną przebiśniegi, wyłażą tulipany i krokusy, widać już pączki kwiatowe hiacyntów, żeby jeszcze trochę słońca...

W przededniu maturalnych bojów Młody poprawił się z chemii, ale pogorszył z biologii. Nie wiem już naprawdę, czy będą z niego ludzie – jakiś jest rozchwiany.

Szykuję się powoli do spożywania alkoholu i niezdrowej żywności w sobotni wieczór. Lód nastawiony, cieciorka się moczy, a mięsiwa dojrzewają w zaprawach.

Komentuj (7)

04.03.2012 (17:03)

Pszczoły jeszcze śpią. W mieście już podobno wylatują, ale tam cieplej i stanowisko mają osłonięte. Podsłuchiwałam - cisza. Mam nadzieję, że przeżyły zimę. Porobiłam kilka obrazków w zachodzącym słońcu.





Komentuj (3)

05.03.2012 (08:28)

Dzisiejsza i wczorajsza noc - do minus siedmiu. Nie za dobrze dla roślinek, taka dobowa amplituda...

Dziś pokażę wytynkowaną ostatnio sień i te belki, wreszcie porządnie wyszorowane. Teraz jeszcze na to wszystko pójdzie grunt głęboko penetrujący, który zabezpiecza przed pyleniem - nieuchronnym, kiedy dwa psy ocierają się z lubością o gliniane ściany.

I jedna z rzeczy, którą tu uwielbiam - słońce wędruje po domu przez cały dzień i niektóre pomieszczenia oświetla dwa razy - raz przez okno i drugi raz - innymi sposobami.
Na przykład tutaj mamy poranne słońce w ciemnym zachodnim narożniku przedniej sieni. Jest to światło słoneczne, które wpada przez świetliki nad drzwiami tylnej sieni, od strony wschodniej.







Komentuj (4)

11.03.2012 (16:46)



Tego okienka kiedyś nie będzie, bo jak przebudujemy wiatrołap, to w tym miejscu znajdą się drzwi wejściowe. Okienko jest stare jak świat, nieszczelne i zniszczone, no po prostu - stare zasyfiałe okienko. Nawet nie sposób go umyć, czy wyczyścić ramy, bo ledwo trzyma się kupy, a porysowana szyba zaraz po umyciu i tak wygląda jak brudna.
Latem zagląda przez nie róża Sympathie, a teraz pierwiosnki witają wiosnę. Ten widok, kojarzy mi się z puzzlową układanką, w której trzeba odtworzyć piękny widoczek z małych kawałeczków.

Komentuj (6)

17.03.2012 (22:28)

Jestem żałosną starą idiotką. W piątek zrobiłam coś tak głupiego, że naprawdę wstyd się przyznać. Naraziłam swoje zdrowie w sposób godny niestabilnej emocjonalnie nastolatki gimnazjalnej. Zabrakło mi wyobraźni.
Dostałam teraz za swoje i dostaję nadal i dobrze mi tak, jeszcze ktoś mnie powinien porządnie kopnąć w dupę.
Mroczki w oczach, zlewne poty, świąd skóry i wysypka na całym ciele, drżenie nóg i ogólna słabość. I te komentarze przy stole: "idź się połóż, bo wyglądasz jak trup".
Oto są efekty zbyt częstego zadawania się z wampirami.

Teraz rodzynki.
Andrzej dziś był i oznajmił, że pszczoły pięknie przezimowały, będzie z czego robić odkłady do nowych uli. Ucieszyłam się bardzo, bardzo! Andrzej zamówił też dla nas matki do nowych rodzin pszczelich.
Mam nadzieję, że będę mogła już w tym roku mieć dość miodu dla naszej rodziny na całą zimę, tak, że by nie kupować, a może i trochę jeszcze sprzedam, przynajmniej tyle, żeby wystarczyło na bieżące utrzymanie pasieki. Może to za duże oczekiwania na ten rok, bo doświadczenie żadne, ale - zobaczymy.

Wczoraj wreszcie był pierwszy prawdziwie wiosenny dzień. Natyrałam się dziś w ogrodzie, ile tylko zdołałam, między dygotami, bo w przyszłym tygodniu przyjadą róże z dwóch źródeł i trzeba wszystko przygotować. Zajmowałam się więc kopaniem dołów pod nowe róże i przesadzaniem starych róż. Na skrzynię ze zlotem nadal nie natrafiłam.

Stary natomiast wyburzył był ostatnio dawną budkę pszczelarską u kur i na jej miejscu będzie budował nowy kurniczek.
Przy okazji tych prac okazało się, że oprócz dwóch ogromnych jaśminowców rośnie tam przy ogrodzeniu stara dzika róża Rosa Canina i głóg w formie drzewka. Będą prawdziwą ozdobą tego miejsca.
Kury powinny być zadowolone.

Kwitnie wreszcie całą parą ciemiernik, ale co ważniejsze, wypuszcza mnóstwo młodych kiełków. Wychodzą też coraz bardziej futrzane kiełki sasanek.





Komentuj (5)

24.03.2012 (20:25)

"Maaamo, co ty robisz?! I ty jesteś kobieeetą?!" - wrzasnął kiedyś Młody dramatycznie na całe gardło, gdy wpakował się do kuchni akurat w momencie, gdy odcinałam pstrągom łby. Miał wtedy lat ze dwanaście i wyobrażał sobie, że kobiety pasają jeno baranki, pląsając w zwiewnych szatkach po kwietnej łące.
A ja byłam kobietą, która przygotowywała posiłek dla rodziny; a że pstrągi smażę od zawsze bez łbów, choć tendencja wiodąca zaleca zgoła inaczej, więc musiałam...

Dziś natomiast jednoosobowo nadzorowałam na własnym podwórku rozbiórkę tuszy wieprzowej i nie mdleć mi tu proszę, te wszystkie prawdziwe kobiety, które są zdziwione, że mięso jest ze zwierząt.
Panowie oprawcy mówili do mnie: "dyrektorko", a na koniec wypiłam z nimi po piwie. Albowiem dobre stosunki ze społecznością lokalną w miejscu, gdzie zamierzam żyć i umrzeć (spoko, za pięćdziesiąt lat!) są dla mnie sprawą ważną.
Inny przedstawiciel społeczności lokalnej zaorał i zabronował nam dziś pole i zrobił to tak cudnie, że po prostu się zachwyciłam. Posadzę sobie tam trochę ziemniaków vineta. Bardzo mi spodobała ta odmiana, a że mam jeszcze dwa worki w piwnicy, więc będzie beznakładowo. Muszę się tylko tego naumieć, bo podobno ziemniaki sadzi się najpierw normalnie, na płasko, a te kopczyki usypuje się później, w miarę jak rośliny wyrastają.
Przesadzę tam też już wkrótce trochę lawendy, to będzie zaczątek mojego lawendowego poletka. Resztę obsiejemy facelią, żeby pszczółki nie musiały daleko latać. Pole będzie w tym roku niebieskie.



Komentuj (4)

30.03.2012 (22:30)

Ponieważ dwa tygodnie temu byłam taka głupia i narobiłam szkód swojemu zdrowiu, to dziś dla równowagi byłam bardzo mądra. Pozałatwiałam mnóstwo spraw - trochę przed pracą, trochę w trakcie i trochę po. Zjeździłam w tym celu miasto wzdłuż i wszerz, autobusami oczywiście.
Jestem teraz bardzo z siebie zadowolona, bo odwaliłam kawał dobrej roboty - profilaktyka i te rzeczy, co to mają przybliżyć mi szansę bycia za pięćdziesiąt lat żwawą staruszką, pomykającą między rabatkami.
Przybyło mi w ostatnim czasie trzynaście róż. Siedem to zamówienie ze szkółki różanej, a sześć - prezenty od dziewczyn z forum. Stałam się między innymi właścicielką pięciu potężnych Nostalgii, która jest na pograniczu dobrego smaku, ale coś mnie w niej kusi i pociąga i nie mogłam się oprzeć. Ciekawa jestem efektu, jak zakwitnie.

Święta za pasem, a w domu zupełnie nie ma z kim robić nastroju. Dobrze chociaż, że mięso się ładnie pekluje, ale nie ma obawy, bo wciąż jest dość zimno. Przy tym wielkanocnym peklowaniu zawsze się boje, że przyjdzie ocieplenie i trzeba będzie znów wyjmować wszystkie półki z lodówki i wpychać tam na siłę ten gar.
Zamówiłam sześćdziesiąt jaj; tak, wiem, to dużo, ale jak kiedyś chciałam być rozsądna i zamówiłam czterdzieści, to potem musiałam dokupić z pieczątkami.
Jutro by trzeba odpalić odkurzacz, bo koty przemieszczają się już samoistnie po podłogach. Helena mówiła, że kurz równomiernie rozłożony jest mniej widoczny. No ale u mnie nie jest nierównomiernie rozłożony - zwierzęta łażą i wprawiają go w ruch.

Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów