Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.03.2013 (18:29)

Wtem nastąpił marzec i uderzył słońcem po oczach i po brudnych oknach, ale czym to jest wobec wieczności.

Nie mogę się doczekać tego sezonu, bo spodziewam się szaleństwa różnych ogrodowych nowości, na przykład pierwszy raz pokażą kwiaty posadzone w zeszłym roku róże, które kwitną na pędach zeszłorocznych i będzie to na przykład „doktorek” na rusztowaniu starej folii i Lykkefund o miododajnych kwiatach na czarnym deskowaniu szopy...
Zamówione nowe róże przyjadą w kwietniu i jest wśród nich kolejny potwór kwitnący raz w sezonie – Bobby James, który, jak to z ramblerami bywa, co prawda nie powtarza kwitnienia, ale ten raz, to jest obficie, długo i pachnąco.
Marzę jeszcze o paru różach, ale to już tak bez histerii.

Spodziewam się też, że w tym roku liliowce pokażą, co potrafią, bo w ubiegłym sezonie kwitły mi właściwie tylko dwie stare odmiany. Młode, kupione tu już przeze mnie, nabierały dopiero ciała, a że dostałam też kilka nowych z końcem lata, więc powinnam teraz mieć kumulację.

Totalnie rozczarowały mnie mieczyki i choć uwielbiam je w kwiaciarniach i w wazonach, to w ogrodzie jakoś mi się nie podobały. Całkiem je olałam i nawet nie wykopałam jesienią cebul; jeśli się okaże, że mimo to przetrwały, to chyba będę musiała się wzruszyć i przeprosić je, żeby nie czuć się jak świnia.
Podarowane różnokolorowe irysy porozrastały się w tymczasowym przedszkolu i będę z nich już w tym roku tworzyć rabatę.

Porobiłam też odkłady z hortensji Annabelle, bo to naprawdę piękny krzaczor i warto mieć ich kilka. No i różne kolorowe hortensje to są rośliny, których zdecydowanie kilka muszę dokupić, oczywiście nie ogrodowe, bo mam jedną i nie widziałam jeszcze jej kwiatów, a miała szansę mi je pokazać przez trzy kolejne lata. Jak w tym roku nie zakwitnie, to pójdzie pod topór.

Pokupowane w zeszłym roku różnobarwne mrozoodporne chryzantemy też już będą większe, kilka zapewne da się nawet podzielić na wiosnę i muszę o nie porządnie zadbać, bo zeszłoroczne doświadczenia pokazały, że wymagają solidnej ochrony przeciwgrzybowej.

Tyle lat życia zmarnowałam bez ogrodu... nie do wiary.


A dzisiejszego słonecznego poranka popstrykałam coś tam w ogrodzie i w domu, takie moje zwiastuny wiosny.

Kurki się cieszą, że wreszcie wyszło słońce.


Przebiśniegi pokazują już, co potrafią.


Ciemiernik ma wielkie pąki kwiatowe.


Zimowity wypuszczają teraz liście, które potem latem zamierają, a we wrześniu wychodzą z ziemi fioletowe bezlistne kwiaty.


I parapetowa zieleninka.


Komentuj (5)

04.03.2013 (20:05)

W ostatnich dniach ma u nas miejsce hardcorowa akcja, a konkretnie – przenosimy pszczoły za ogród. Uli jest już za dużo, żeby stały tak blisko domu i potem w czasie czerwcowych rójek pszczoły mi wchodzą między wódkę a zakąskę. Teraz będą sobie mieszkały pod wielką starą czereśnią, odgrodzone od sołtysowego pola maliniakiem i od naszego kurnika też, z wylotkami skierowanymi wprost na pole, a na którym rok temu sialiśmy facelię, a w tym roku posiejemy chyba grykę.
Stary w tym celu wymodził tam konstrukcję pod ule ze zbrojeniem, gruzem, ziemią i zapewne schronem atomowym pod spodem. W niedzielę woziliśmy gruz, a dziś wykopaną z pola ziemię, która między gruz została wsypana. Powstała kształtna ława, coś jakby dwa boki prostokąta ze wspólnym kątem. „Jakby”, bo niby mogłyby to być przyprostokątne, ale kąt prosty to Staremu chyba nie wyszedł... chciałam lecieć po ekierkę, ale się w końcu zlitowałam.

Napięcie jest spore, bo trzeba się z tą przeprowadzką zmieścić pomiędzy: po tym, jak ziemia odmarznie a przed tym, jak pszczoły się obudzą. Prawie się udało.
Przyjeżdżamy bowiem dziś do domu, a tu pszczoły łażą i wściekle mamroczą (nie po naszym domu, tylko po swoim, a konkretnie - z jednego ula wylazły). I weź tu teraz, człowieku, przewoź na taczce takie towarzystwo!
Przewieźliśmy jednak o zmroku dwa ule jednym kursem (na szerokiej desce, położonej na taczce), po czym zaraz się okazało, że te, co wylazły, a potem wlazły, to znów wylazły, mimo że było już prawie ciemno i dość zimno (no na pewno było mniej niż +5°C, a przecież pszczoły latają, jak jest więcej niż +10°C – czy one o tym nie wiedzą?!).
Nie daliśmy więc rady obrócić tego ula i ustawić na ostatecznym miejscu; stoi tam na desce dupą do wschodu i jutro wstajemy DO DNIA, żeby dokończyć akcję.
Ahoj, przygodo!

Komentuj (2)

06.03.2013 (20:24)

Mission completed!
Budziki zadzwoniły wczoraj o piątej i po wypiciu kawki poubieraliśmy się szybko i poszliśmy do ogrodu. O wpół do szóstej już się robiło szaro, temperatura była sprzyjająca, bo trochę poniżej zera, więc czterema kursami taczki poprzewoziliśmy kolejne ule furtką za ogród - i gotowe!
Ładnie to wygląda już teraz, a jak zakwitną czereśnie, to będzie cud-miód, dosłownie i w przenośni.

Tego samego dnia późnym wieczorem Kora zaalarmowała, że czuje zwierzynę i wypuszczona z domu pobiegła natychmiast za ogród. Stary poszedł za nią i co zobaczył? Sarenki przyszły pooglądać ule... pochodziły, powąchały, grzebnęły kopytkiem i sobie poszły.

Byłam tam dziś po południu; pszczółki urządzają się w nowej pasiece i wyrzucają pozimowe trupy z uli, jak zwykle o tej porze.
A pod leszczynami, gdzie wcześniej stały ule, zrobiło się teraz świetne miejsce na ławkę, do wygrzewania się w zachodzącym słońcu...







Komentuj (3)

07.03.2013 (18:04)

Nieliczne jeszcze detale ożywiają przedwiosenną szarzyznę. Ale niech no tylko jakieś liście, że już nie wspomnę o jabłoniach...

Przebiśniegi, ranniki i kurki, które co prawda nie uległy przebarwieniu, ale w tym mocnym słońcu ich piórka wyglądają, jak klejnoty.







Komentuj (0)

10.03.2013 (21:21)

Dziś o pierwszej pięćdziesiąt w nocy Młody ostatecznie przestanie być nastolatkiem... Synek mój malutki.





















Komentuj (3)

15.03.2013 (22:11)

Jutro we wsi wielki dzień - otwarcie sklepu. Sklepu nie było od września, a więc znów się trzeba było nauczyć, że nie można zapomnieć o mleku do kawy, bo jak się zapomni, to się pije kawę bez mleka i koniec.

Nowy sklep zapowiada się ładnie i schludnie w porównaniu z poprzednim niechlujowiskiem; byłam dziś na przedpremierowych oględzinach, to wiem. Jakby to było lato, to poszłabym chyba jutro wypić piwo pod sklepem...

Zima nie odpuszcza. Tydzień temu wydarłam tej suce całą sobotę i zrobiłam naprawdę na błysk porządek w maliniaku za ogrodem.
To jest operacja rozłożona na raty. Pierwsza tura robót odbyła się rok temu i od razu przełożyło się to na plony, kiedy to w porze owocowania zbierałam co dwa dni około trzech kilogramów malin. Zamroziłam na zimę nieprawdopodobne ilości, zrobiłam też sporo smażonych malin do słoików. To jest naprawdę niebiański smak na zimowe wieczory.
Tego roku chciałabym, żeby ilość przeszła w jakość, więc muszę jeszcze przerzedzić pędy, ale to już jak zaczną wypuszczać liście. Będzie to też drugi rok niezapominajek wsianych w maliniak, a obecność niezapominajek odstrasza te muchy, których larwy widać potem jako robale w owocach. Już w ubiegłym sezonie było w moich malinach nieporównanie mniej robali, niż w poprzednich latach, a mam nadzieję, że teraz będzie jeszcze mniej, jak niezapominajki się rozpanoszą.

Zbieram na Wielkanoc jajka od moich zielononóżek i każdą uzbieraną dziesiątkę nabożnie wynoszę do piwnicy, numerując kolejność na pudełkach. Niestety, nie zdołam uzbierać sześćdziesięciu, a tyle zawsze zużywam na święta. Jednak to, co potrzebuję do ugotowania, do sosów i sałatek to na pewno dam radę.

Komentuj (7)

24.03.2013 (16:08)

Tak wyglądał u nas drugi dzień kalendarzowej wiosny. Za tydzień Wielkanoc.





Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów