Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


08.03.2016 (07:09)

Doszliśmy do takiego punktu, kiedy elementem, który najbardziej szpeci nasze gospodarstwo jest ta ohydna, wielka, ciężka i potężna brama za stali przeciwpancernej - i nie ma tu żadnego zbędnego przymiotnika, a nawet miałabym ochotę dołożyć jeszcze kilka.
No a furtki to w tym miejscu w ogóle nie ma i człowiek musi korzystać z bramy, nawet jeśli nie jedzie samochodem.

Ja osobiście staram się z tej bramy nie korzystać, latem w naturalny sposób wychodząc otwartym tylnym wyjściem do przyjaznej furteczki. Zimą najczęściej obchodzę dom dookoła, bo nawet nieduży przymrozek powoduje, że trzeba się z bramą szarpać, a takich sił to ja nie mam, a nawet jeśli mam, to ich bezmyślnie trwonić nie zamierzam.

Marzy mi się brama i ogrodzenie z drewnianych sztachetek, pasujące do całego klimatu ogrodu, a przy okazji przeprowadzone w nieco innej linii niż obecne. Po zmianie nie będziemy już mieli okna jadalni poza obrębem ogrodzenia posesji, co jest jakieś dziwne i niezdrowe.
Zaplanowana jest też furteczka wejściowa, podobna do tej z tyłu, a dodatkowo zaopatrzona w pergolę dla róż. Wejście będzie prowadziło wprost w kierunku schodów wejściowych nowego ganku.
Teraz, po wejściu przez bramę, trzeba wykonać kilka dziwnych zakrętów i ewolucji, by dotrzeć do schodów i wejść do domu i jest to zwyczajnie nieergonomiczne, a jeśli ktoś woli trochę magii, to i niezgodne z feng-shui.

Stary już narysował swoje piękne obrazki, które czasem nawet przekładają się na rzeczywistość i mam nadzieję, że tym razem właśnie tak będzie.

A ognik, rosnący pod oknem jadalni, to się dopiero zdziwi, że nagle znalazł się po drugiej stronie ogrodzenia, nie ruszając się z miejsca!








Komentuj (2)

31.03.2016 (21:36)

Przyjechały nowe kurki - dziesięć ośmiotygodniowych zielononóżek, całkiem jeszcze małych, ale na tyle dużych, że są już w pełnym upierzeniu i wyglądają jak miniaturki tych dorosłych. Wykluły się szóstego lutego, w imieniny Doroty, będę więc je wszystkie dla uproszczenia nazywać dorotkami.
Kurki zostały wysłane paczką z Wielkopolski, niby to kurierem, ale wkrótce się okazało, że choć były w Słupsku już o ósmej trzydzieści, to potem nasz wsiowy listonosz woził je ze sobą przez cały dzień. Po pracy wyruszyliśmy mu na spotkanie, klucząc po serpentynach i bezdrożach naszej gminy, aż wreszcie na szosie między polami nastąpił przeładunek śmierdzącego towaru do naszego samochodu.
Jak ten biedny człowiek wytrzymał w takim smrodzie cały dzień, to naprawdę nie wiem, bo ledwo dojechaliśmy te kilka kilometrów do domu.

Dorotki zostały wypakowane i powrzucane przez okienko do kurnika, żeby mogły rozprostować gnaty a przede wszystkim wyschnąć z... że tak powiem, trudów podróży.
Kurnik wewnątrz został podzielony na dwie części, bo na razie młode kurki nie będą miały bezpośredniego kontaktu ze starszymi, dla własnego bezpieczeństwa. Dorosłe kurki korzystają teraz wyłącznie z dużych drzwi i mają dostęp do swojego gniazda, żeby mogły znosić jajka, a dorotki mają do dyspozycji małe okienko kurnika i zagrodzoną część wybiegu, taki tymczasowy kojec zbudowany z odzyskowych furtek i innych cudów.
Kurki mają też oddzielne karmniki i poidła.

Dzisiejszy dzień był przełomowy, bo dorotki pierwszy raz wyszły na swój wybieg, a właściwie zostały do tego nakłonione łagodną acz zdecydowaną perswazją, połączoną z wypychaniem ich kolejno przez okienko.
Wspomnę jeszcze, że wieczorem musiałam je wszystkie po kolei wrzucać z powrotem przez to okienko, bo nie umieją korzystać z drabinki!

Na zewnątrz natomiast uruchomiły od razu całe zasoby inteligencji: rzuciły się do żarcia, obstępując dookoła swój karmnik i widać było, że niezłe są w tzw. energicznym pobieraniu pokarmu!
Zachowywały się już zupełnie inaczej, niż wczoraj i dziś rano, co znaczy, że szybko się przyzwyczajają i czują się coraz lepiej. Straciły też już ten ohydny zapach.

Kurki młodsze i starsze teraz mają czas na oswojenie się ze sobą wzajemnie, przyzwyczajenie się do nowego widoku, zapachów i odgłosów, jednak bezpośredni kontakt nie jest na razie możliwy - ani w kurniku, ani na wybiegu.





No i wreszcie wiosna - wczoraj była pierwsza burza i to z gradem, a potem tęcza nad ogrodem. Łóżko zostało już wyniesione z sieni, co oznacza, że tylne drzwi domu znów są w użytku.





Powstają nowe rabaty, sadzimy znów róże.



Jeszcze chłodno, ale ławeczka pod leszczyną już czynna.



Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów