Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


06.04.2012 (23:12)

Smród. Biegamy po domu, szukamy źródła smrodu. Przecież nie mamy już szamba, a śmierdzi jak z szamba! Cholera!
Stary wyszedł na ogród i stwierdził, co następuje: sąsiad zza płota szykuje się do świąt. Cały dzień sprzątał wraz z żoną dom i obejście – zamiatali, wietrzyli pościel, wieszali pranie - a teraz, pod osłoną nocy, przepompowuje swoje ścieki z szamba do studzienki kanalizacyjnej. Nie podłączył się oczywiście do kanalizacji, bo za to trzeba płacić. On płacić nie będzie.
Mam nadzieję, że ten smród czuć nie tylko u nas i że ktoś odważnie zadzwoni na policję, choćby z potrzeby dokopania bliźniemu, co to chce być cwaniak – nie płacić, a korzystać.

Dziś w dzień kwiatowy przy opadającym księżycu posadziłam na polu lawendę. Z 57 krzaczków, wyszły mi trzy pełne rzędy i kawałek czwartego. Odległości między krzaczkami i między rzędami odmierzałam suchym patykiem, bo bałam się, żeby mi nie wyszło wężykiem. Trochę wyszło, ale niewiele, jest prawie prosto.
Krzaczki były bardzo nierówne i potwierdza się wniosek z zeszłej jesieni, że najwspanialej udały się te z siewu. Korzenie miały potężne, grube, długie i rozkrzewione, uszarpałam się przy wyrywaniu ich z rabaty że ho-ho! Załadowałam pełną taczkę sadzonek i pojechałam na pole. A sadziłam tę lawendę w czerwonej spódnicy do ziemi i długim czerwonym swetrze, musiałam wyglądać trochę durnowato, ale ojtam ojtam!
Taka jestem dumna!

Stary wczoraj pierwszy raz wędził ryby – pstrągi. Dał radę. Może tylko mogłyby być troszkę bardziej słone.



Dziś cały dzień wędziło się mięso, a my sprzątaliśmy ogród. Stary zajął się jak zwykle hardcorem, a ja drobną galanterią. Zniknęło kolejne bałaganowisko, to koło studni. Powstała nowa rabata przy ścianie szopki i jutro będę tam sadzić kolorowe krwawniki, które w zeszłym roku wyhodowałam z nasion. Ten patyczkowy wigwam z lewej strony osłania różę Lykkefund.



Sprzątanie ogrodu jest fajniejsze, niż sprzątanie domu. W domu ile by się nie nasprzątać to i tak zaraz znów jest brudno, jak się ma na stanie dwa psy i dwa Testosterony. Natomiast posprzątanie ogrodu przekłada się natychmiast na długotrwały efekt.



W związku z tym w domu syf jak jasny gwint, sprzątanie jutro.

Pojawiło się niedawno w naszym domu stare lustro – prezent od Ewy i Darka. Na razie wisi w sieni, a kiedyś trafi do jadalni, ale to jeszcze nie teraz.



Gotowania mam jakoś mało na te święta, bo wędzonki uwalniają mnie od pieczenia mięs.





Upiekłam jednak wczoraj klops, a dziś białą kiełbasę zwiniętą w spiralę w płaskim rondlu i posypaną cebulką, jak robiła to moja babcia.
Jutro zrobię paschę, a wieczorem babki drożdżowe, bo te najszybciej czerstwieją, więc staram się je piec w ostatniej chwili. Dziś upiekłam już spody do mazurków z kruchego niesłodzonego ciasta.



A wino z jabłek z rodzynkami udało mi się wyśmienicie – no normalnie, malaga... Nie mogę uwierzyć i ciągle sprawdzam!

Komentuj (3)

07.04.2012 (15:14)

A jakby się komuś nie podobało, że dziś cały dzień pada, to cicho mi tam!
Lawenda się podlewa...

Komentuj (4)

12.04.2012 (22:09)

Stwierdzam, że grabie wachlarzowe są moim drugim ulubionym narzędziem zaraz po szydełku.
Zaczęło się: wracam z pracy, przebieram się i idę do ogrodu. I przeczesuję teren, odsyfiając kolejne zakątki.
-Dziecko, ty pracujesz, jak maszyna - powiedziała moja mama, kiedy była tu w październiku.
Bywa, że działam z samymi grabiami, a bywa, że w kieszeniach mam jeszcze sekatorek i piłkę składaną. Taka piłka, to prawdziwy skarb - mieści się w damskiej torebce, a po rozłożeniu stanowi pełnogabarytowe niebeleco.
Do domu przychodzę, jak się robi ciemno i najlepszym pomysłem jest wejście od razu pod gorący prysznic.


Ze świątecznych dań wspominam czule pieczoną łopatkę. Zostawiłam ją sobie specjalnie na Wielkanoc, całą, z kością i ze skórą, jakbym przeczuwała, że wejdę w posiadanie adekwatnej receptury. Tereniu, dziękuję!

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Siekamy osiem ząbków czosnku i mieszamy na pastę z oliwą, łyżeczką rozmarynu, łyżeczką soli i łyżeczką młotkowanego pieprzu. Ostrym nożem nacinamy skórę trzykilogramowej wieprzowej łopatki tak, aby powstały małe kieszonki. Wypełniamy je pastą z przypraw. Pieczemy cztery godziny, ostrożnie odlewając nadmiar wytopionego tłuszczu, aż skórka stanie się chrupka i nabierze głębokiej, orzechowej barwy.
Dzielimy mięso na porcje i serwujemy z kawałeczkami skóry.




A jutro po pracy będę sadzić ziemniaki; ma padać, ale ja to chrzanię, bo chcę wykorzystać dzień korzeniowy. No, chyba żeby bardzo lało...

Komentuj (9)

13.04.2012 (21:11)

Nasze rozbrykane cielę urządziło sobie w ogrodzie plac zabaw. Najpierw przynosi tam swoje ulubione zabawki, a potem wbrykuje do środka.
I weź tu człowieku, utrzymaj porządek!





Komentuj (3)

15.04.2012 (23:20)

Sobotni obiadek:



Komentuj (8)

19.04.2012 (21:42)



Dzisiejszy dzień był ze wszech miar udany.

Po pierwsze dostałam dziś od Starego nowiutkie widły do kompletu do szpadelka. A trzeba znać Starego, żeby wiedzieć, że do rozdawania prezentów to on nie jest taki hop-wyrywny.

Po drugie, przyszły dwie przesyłki.
Od jednej całkiem obcej kobitki z forum, takiej z którą nawet nigdy nie rozmawiałam, dostałam bulwki topinambura, czyli słonecznika jadalnego. Przybyły z Otmuchowa; miały już kiełki i posadziłam je od razu w ogrodzie.
Druga przesyłka wprawiła mnie w osłupienie - list priorytetowy od kobiety o inicjałach WZ, z Radomia, a wewnątrz bąbelkowej koperty zielone podłużne listki i długie białe rozłogi zwinięte w kółeczko i zabezpieczone wilgotną chusteczką. Nie wiem, co to jest i od kogo, a więc to chyba pomyłka. Jak już to dostałam, to chciałabym zasadzić, ale nie wiem gdzie, bo nie wiem, co to takiego. Chciałabym też podziękować, ale nie wiem, komu... Na razie rozpoczęłam poszukiwania nadawcy, bo chciałabym zrozumieć o co chodzi i jeśli to pomyłka, to skąd WZ ma mój adres?

Poza tym nieoczekiwanie weszłam w posiadanie niesamowicie fajowej sukienki, w której będę wyglądać jak hobbit i Baba Jaga jednocześnie.
No i byłam dziś u fryzjera; mam wiosenną fryzurkę, ale nie wysmyczyła mnie za krótko i jak przechodzę koło lustra, to nie muszę się potem wracać, bo rozpoznaję się za pierwszym razem.

A przez okno kuchenne zobaczyłam dziś rano pierwsze czerwone tulipany!

Komentuj (6)

21.04.2012 (20:40)

Kwiecień się rozkręcił...





















Komentuj (1)

22.04.2012 (21:03)

Poczyniłam plany na wakacje. W wakacje będę poddawać renowacji różne moje żelastwa, które posłużą potem do dekoracji ogrodu. Część już w ogrodzie mieszka, ale trzeba je odrdzewić i pomalować.

Są teraz takie świetne farby do metalu, nawet na rdzę można malować - oczywiście w granicach rozsądku. Podobają mi się farby z efektem młotkowania, albo tzw. metalicznym, już nie mogę się doczekać, kiedy chwycę za pędzel. Kolor już wybrany - będzie to konsekwentnie ciemny brąz, bo jak już się powiedziało "A", to wiadomo...

A żelastwa, czekające już w kolejce, to: stary pług na rabacie pod akacją, spód stolika na bazie dawnej maszyny do szycia, dzban bez dna, wykopany w śmietniko-kompostowniku, oprawa do żarówki, konewka i wiadro, a przede wszystkim - łóżko! To łóżko odkryliśmy na strychu i mam nadzieję, że jest kompletne; wygląda na niezniszczone, no ale wiadomo, że czas zrobił swoje.
Będzie ono dekoracją i miejscem do pobyczenia się w upalne dni i stanie z tyłu domu w bzowym zagajniku.

I marzę o żeliwnej kratownicy-wycieraczce. Widziałam taką półokrągłą w czyimś ogrodzie - cudeńko!













Komentuj (4)

27.04.2012 (13:57)

Ostanie dni przyniosły rewolucję w nasadzeniach, bo nagle weszliśmy w posiadanie dużej ilości bylin, które nie mieściły się już w pewnym ogrodzie i zostały nam podarowane. Dostaliśmy orliki, bodziszki, malwy, języczki, fiołki białe i fioletowe, miętę meksykańską, ułudkę, czosnek niedźwiedzi, liliowy pierwiosnek ząbkowany i kremowożółty wyniosły, odętkę, kocimiętkę, złocień maruna i mnóstwo funkii. Powstały więc u nas nowe rabaty, a stare wypiękniały i wzbogaciły się.
Wczoraj pracowałam w ogrodzie dopóki się nie ściemniło, a potem z tego zmęczenia padłam jak mucha. Przed zaśnięciem zdążyłam jeszcze nastawić budzik jak zwykle, na szóstą.

Rano zerwałam się do pionu, pstryk czajnik, mycie włosów, chlup kawa, suszarkowanie... i nagle: BING! Przypomniałam sobie, że do pracy to mam dzisiaj na dziesiątą!.
No ale skoro już wstałam, to umalowałam się, przygotowałam sobie ciuchy do pracy a potem wskoczyłam w ogrodowe trepy i lateksowe rękawice i poszłam sobie przygotować grządkę pod buraczki.

Ale więcej tak robić nie będę, bo już po 10 minutach miałam ochotę zadzwonić do roboty, że dziś nie przyjadę i już nigdy nie przyjadę i mogą szukać sobie kogoś na moje miejsce!

Komentuj (2)

28.04.2012 (15:13)



Komentuj (2)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów