Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


08.04.2015 (14:22)

Nie bardzo mam nastrój i ochotę na pisanie o rodzynkach, bo ostatnio panuje u nas klimat terapii rodzinnej ze zmieniającymi się podmiotami, coś jakby gra terenowa czy jakoś tak... to o czym tu pisać.
Pewne sprawy się wyjaśniają, a inne wciąż się kiszą i czekają na swą kolej.

Postanowiłam w najbliższy weekend urządzić sobie wagary i nie jechać do Poznania. To moje pierwsze wagary, a już przecież drugi semestr, więc cóż, będę odpoczywać po świętach i przeznaczę ten czas na ogrodowanie i przesterowanie gospodarstwa na tryb wiosenno-letni. To mnie cieszy, to lubię, to będę robić.

Pory roku na wsi lepiej widać i wiążą się z nimi konkretne sprawy. Nie można przegapić, nie można zapomnieć i odłożyć na później, bo sezon światła i ciepła jest krótki, a tygodnie szybko mijają i nie wiadomo kiedy - znów ciemności, zimowy tryb grzania i zamknięte tylne wyjście a koty korzystają z kuwety, zamiast obsrywać okoliczne tereny.

Czas okołoświąteczny zaowocował trzema ładnymi płotkami w ogrodzie, chroniącymi rabaty przed psimi łapskami. Pierwszy uplotłam z leszczyny i gałązek przyciętej wierzby Hakuro-Nishiki i choć początkowo wyszedł nie za cudny, to od razu okazał się funkcjonalny. Może te biedne dzielżany przy bramie zdołają wreszcie urosnąć.


Drugi płotek uplotłam z Młodą w przedświąteczną sobotę i w całości zrobiłyśmy go z wierzby, bo po wiosennym cięciu miałyśmy gałązek ile dusza zapragnie. Poszło nam też na ten płotek pół litra pigwówki. Teraz się martwię, że jak się płotek ukorzeni, to mi róże będzie zasłaniał, ale co ja się mam zawczasu martwić, skoro może mi przecież wcześniej spaść cegła na łeb i to już będzie nie mój kłopot.


Trzeci płotek powstał w całości z brzozy; grube paliki stanowią słupki, wokół których zaplecione są poziome elementy z brzozowej drobnicy. To płotek, który oddziela główną różankę od psiej ścieżki przy ogrodzeniu.




Komentuj (3)

12.04.2015 (08:09)

Za nami bardzo pracowita sobota, taka zakończona padnięciem na ryj.

Byliśmy wczoraj na targach ogrodniczych, a skromne zakupy to dwa nowe ciemierniki, trzy kępki różowych pachnących goździków i rozmaryn. Priorytetem była jednak farba do pomalowania płotków i furtek, a zwłaszcza płotek przy placyku śmietnikowym wołał już o pomstę do niebios.
Kupiliśmy więc farbę w kolorze niby "brąz czekoladowy" (emalia ftalowa, 1 litr, nobiles), jednak kolor rzeczywisty okazał się jaśniejszy niż pokazano na opakowaniu, czekolada raczej mleczna i to podłej firmy, a tak naprawdę to w kierunku brązu fekalnego, niestety. Niewielki płotek okazał się bardzo farbożerny i zużyłam na niego dwie puszki farby, a nawet mi jej zabrakło!
Kupiłam też emalię podkładową do zabezpieczenia nowej/starej (zardzewiałej) furtki na pole, zanim pomaluję ją farbą docelową, no ale to już nie w ten weekend i na pewno nie tą farbą.

Przygotowałam też sobie wczoraj grządki na polu i posiałam dwie odmiany marchewki, pietruszkę korzeniową, naciową i trzy odmiany cebuli.

Stary zajmował się natomiast zrobieniem otwieranej klapy do foliaka. Całą górną połowę tylnej ściany można teraz uchylnie otwierać, co będzie niezbędne, kiedy zaczną się naprawdę ciepłe dni i noce, a pomidory już podrosną. Powinny być wtedy wentylowane całodobowo, a taką klapę się otwiera i już nie zamyka do jesieni, tak jak i drzwi do foliaka. To zmniejsza zagrożenie chorobami grzybowymi, na które pomidory są bardzo podatne.
Wolę tak, plus cotygodniowy oprysk mlekiem, niż zabezpieczanie chemikaliami, bo pomidory z chemikaliami, to ja sobie mogę kupić w każdym sklepie.
Klapa zrobiona jest z płyty z pleksy i przymocowana na zawiasach do ściany foliaka, a zamyka się na 2 klameczki.

Około 19:00 padliśmy na pysk, a pracowity dzień został podsumowany kiełbasą z ogniska z chlebem, nie bacząc na dietę rozdzielną i na wszystkie diety świata. Do tego dwa piwa, ale tylko dla mnie, bo Stary swoje piwo wychlał dnia poprzedniego, a jak mówi poeta: nic da razy się nie zdarza!

Dziś pikowanie pomidorków, wysiew dyniek i rozsypanie nawozu na rabaty kwiatowe, szczególnie pod róże.

A w nocy popadał deszczyk i dobrotliwie podlał moje warzywne poletko...

Komentuj (5)

15.04.2015 (22:08)

Ale się wkurzyłam!
W naszej wsi rosną wzdłuż drogi stare lipy. Patrzymy w sobotę, a na trzech lipach widocznych na wprost z naszego okna od jadalni, widać jakieś oznaczenia, kółka, kropki i cyferki na pomarańczowo.
Stary dziś się zorientował, co i jak, no i dowiedział się, że na wniosek mieszkańca skierowano do gminy wniosek o wycięcie.
A mieszkaniec ów, to wiecznie zapijaczona morda, która ma wszystko wszystkim za złe, o czym wiem od ludzi, bo ja go sama nie znam i nawet nie wiem, który to jest. Wsławił się on na przykład tym, że wstrzymał budowę kanalizacji w naszej wsi, bo oznajmił, że na swój teren to on ICH nie wpuści i kuniec!
Potem chodził od bramy do bramy i zbierał podpisy na jakimś proteście, w którym dał wyraz swojemu niezadowoleniu, ale Stary mu powiedział, że my akurat jesteśmy bardzo zadowoleni z przeprowadzonych prac.
A teraz dziadowi lipy przeszkadzają!!!

A dziś uratowałam życie ślicznemu padalcowi, którego chciały zeżreć moje kury. Będą zdjęcia oraz szczegóły dramatu.

Komentuj (0)

16.04.2015 (17:03)

Wczorajszy dzień był dniem ratowania życia padalcowi oraz dniem ratowania płotka przy bramie, który zastałam w stanie częściowej dewastacji. Kiedy wróciłam z pracy, osoby podejrzane stały na rabacie i radośnie przytupywały wszystkimi ośmioma nogami na widok nadchodzącej mamusi.
A płotek wyglądał tak:



Zasiadłam więc do ponownego wyplatania...



Ale najpierw wypuściłam kury w maliny...



...i po chwili zauważyłam, że trzy kury strasznie się między sobą awanturują i coś sobie wyrywają. Myślałam najpierw, że to taka ogromniasta dżdżownica, ale po chwili, jak podeszłam bliżej, to już widziałam, że to padalec.
Wybiegłam więc szybko furtką i przepędziłam kury, które oczywiście zgubiły padalca, uciekając. Po chwili jendak przystąpiły do ataku i chciały odbić swoją zdobycz. Musiałam, jak zła dziewczyna kopiąca kury odpierać te ataki, a tymczasem padalec zgrabnie się ewakuował.
Przypadkiem (no tak, zupełnie przypadkiem!) miałam na szyi aparat fotograficzny i pstryknęłam fotoreportaż, ale litościwie pokażę tylko dwa zdjęcia.





Kury tymczasem znalazły porzucony przez padalca ogon (na zdjęciu powyżej widać wyraźnie miejsce, w którym kończy się padalec po odrzuceniu ogona) i zadowoliły się nim w zupełności, zwłaszcza, że ruszał się, zgodnie z ich oczekiwaniami.
I proszę mi tu nie histeryzować, że drastyczne opisy i zdjęcia, bo to jest po prostu lekcja przyrody w terenie.

A lipy, które przeszkadzają temu dziadowi, to te ze strzałkami. Nawet nie chcę myśleć, jaki widok z okna by nam został, gdyby zniknęły.



Komentuj (5)

17.04.2015 (21:25)

Dziś kwietniowy przegląd kwiatków.























Komentuj (2)

27.04.2015 (20:29)

Jak wiadomo, od listopada zajmuję się badaniem funkcjonowania kolei w tym kraju w regularnych odstępach dwutygodniowych. I muszę powiedzieć, że... obserwuję Rozwój i Postęp.
Tak, tak, nie są to żadne zgryźliwe i ironiczne uwagi, tylko całkiem serio poczynione spostrzeżenia!

Chyba zaczynają być widoczne jakieś pieniądze, które podobno zostały wpompowane w tę instytucję. Ostatnio coraz częściej zdarza mi się jechać nowym i eleganckim składem, gdzie siedzenia są czyste i wygodne, na pokładzie można korzystać z WiFi i prądu, a na telebimie wyświetla się informacja o kolejnych stacjach i godzinach przybycia. Pociąg sunie płynnie i gładko, można czytać, pisać i szydełkować i nie ma się wrażenia, że tłucze się on po bruku na drewnianych kołach i dlatego tak szarpie pasażerem na prawo i lewo.

Konduktorzy przechadzają się okablowani i obwieszeni sprzętem wszelakim, pytając, czy ktoś z państwa dosiadał się od ostatniej kontroli i czy wszyscy państwo mieli sprawdzane bilety.
A ewentualnych chuliganów stawia do pionu pytaniem, czy ma dzwonić po policję, czy też od razu oglądają zapis z kamer i mandacik.
Serio!
I są to w dodatku najtańsze linie regionalne!

Mam nadzieję, że rozwój i postęp będą trwać, a badania zamierzam prowadzić jeszcze do lutego 2016.


Zakwitła i już powoli przekwita stara ałycza. Ta piękność z posplatanym w warkocz pniem rośnie przy samym naszym domu. To po niej koty wchodzą i wychodzą ze strychu, podnosząc łbami dachówkę.
Drzewa nie sposób przeoczyć, ale tego zapachu i brzęczenia pszczół nie odda żadne zdjęcie.











Komentuj (0)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów