Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


11.04.2016 (19:06)

W sobotę demonstrowałam pod słupskim ratuszem przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Pojechałam, nie żałuję, jestem dumna i pojechałabym raz jeszcze.
Pomijam już fakt, że w demonstracji uczestniczyło około stu osób, co jak na warunki lokalne jest podobno sukcesem. No cóż, takie ospałe miasto, tacy ludzie - pogadać sobie i ponarzekać każdy potrafi, ale już dać wyraz, zabrać głos...

Z lekka mnie jednak wkurzyło, jak przeczytałam dziś na pierwszej stronie papierowego "Głosu Pomorza" że była to demonstracja ZWOLENNIKÓW aborcji. No szlag!
Czy to tak wiele trzeba mieć rozumu, żeby pojąć, że przeciwnik zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, to nie to samo, co zwolennik aborcji? Czy tam naprawdę nikt nie sprawdza tych tekstów, tych tytułów, które idą do druku?
Taka głupota... toż to wstyd.

Komentuj (1)

18.04.2016 (19:22)

Dorotki są cudne - żwawe, ruchliwe, inteligentne! Od tygodnia zostały połączone z całym stadem, korzystają więc już z dużego wybiegu. Po dwudniowej lekkiej dezorientacji co do miejsca spania, wdrapują się już do spania na grzędę! Co prawda jeszcze na tę niższą, bo swoje miejsce w szeregu znają, ale jestem z nich naprawdę dumna.
Na wybiegu też sobie radzą - do żarcia się pierwsze nie pchają i uważają, żeby od dużych w łeb nie zarobić, ale też nie dają się zastraszyć i potrafią sprytnie zadbać o własne interesy.



W ogrodzie powstają nowe ścieżki, a właściwie główna - aorta, wybrukowana odzyskowymi cegłami z rozbiórki. Będzie ona miała odgałęzienia, prowadzące do wydeptanych i wciąż użytkowanych przez nas ścieżek trawiastych, ale nawierzchnia będzie wchodzić w te odgałęzienia kamieniami i stopniowo przechodzić w trawiaste dróżki. Jedno takie miejsc już widać, daje to wyobrażenie, jak całość będzie wyglądać.



A to aorta widziana od strony domu, czyli z dołu do góry, do kurzego wybiegu.



Wiosna ruszyła pełną gębą, sadzimy, przesadzamy, a jutro będzie rozbijany gruz pod oknem jadalni, co stanowić będzie pierwszy kroczek w kierunku nowego ogrodzenia.
Pomidorki są już po drugim pikowaniu, mam w tym roku dziewięć odmian, w tym dwie nowe. Niestety, cała trzydziestka nie zmieści mi się w foliaku, więc kilka posadzę na zewnątrz.



No i lada dzień będziemy zajadać swoją rzodkiewkę!



Komentuj (0)

27.04.2016 (07:03)

Nieoczekiwanie mam przerwę w życiorysie, wszystko przystanęło, odsunęło się i włączyło w tło wydarzeń. Priorytet na czterech kudłatych łapach przesłonił całą resztę. Jest jest już po operacji - wczoraj odebraliśmy ją i pomalutku sama weszła do samochodu; po przyjeździe musiałam tylko powylewać wodę z miski w domu i z wiadra przy studni, bo kazali jej nie dawać pić do wieczora.
Na początku nie mogła sobie znaleźć wygodnej pozycji, nie mogła się położyć, stała albo siedziała ale już po godzinie wtarabaniła się na łóżko, więc widać było, że będzie dobrze. Rano już dostała jeść i pić, wyszła z Burkiem do ogrodu i sama wlazła potem po schodach.
Podobno Chińczycy klonują już zwierzęta. Kora jest pierwszą kandydatką, którą z całą pewnością chciałabym kiedyś powielić z całym zestawem genów, jakie posiada.

Ja tymczasem też się wysunęłam na pozycję priorytetową, bo drętwienie rąk nie opuszcza mnie już w dzień ani w nocy, od palców aż do ramion - dobrze, że tam już ręce się kończą. Od pewnego czasu miałam w domu wypisane przez lekarza tabletki na solidniejsza kurację, trzy różne leki przeciwzapalne i zwiotczające do przyjmowania trzy razy dziennie. Wykupiłam i wrzuciłam do apteczki, na gorszy czas, kiedy ból będzie dokuczał, ale wczorajszego wieczora poddałam się i zaczęłam je brać. Jak się zwiotczyłam po pierwszej dawce, to mimo, że nie było jeszcze dziewiątej, gruba książka wysunęła mi się z rak i spadła z łoskotem na podłogę, budząc mnie brutalnie.
Jestem więc teraz obłożona tabletkami, jak pensjonariuszka domu opieki.

Nienawidzę PISu.

Komentuj (3)

27.04.2016 (16:36)

No wreszcie jakaś przyjazna aura i dało się popracować w ogrodzie. Pokrzątałam się tu i ówdzie, byliśmy też na zastrzykach z Korą, a na weekend dostaliśmy zastrzyki do domu.
Rana goi się dobrze i można się trochę zrelaksować...



Od miesiąca kupujemy znów mleko na wsi i co tydzień robię twaróg. Co niedziela jest świeże mleko, do wtorku-środy się zsiada i w środę mamy już nowy twarożek, który wystarcza na cały tydzień, aż do nowego mleka. Wczoraj pierwszy raz zrobiłam też ricottę, którą można uzyskać z serwatki, pozostałej po odsączeniu twarogu. Nie była to typowa ricotta, bo zebrana z serwatki bez gotowania, ale wyszło coś wspaniałego - ni to masło, ni to serek.
A pozostałą po produkcji serwatkę wypija u nas bydło wszelakie, w porcjach rozdzielonych na dwa dni.





Jak już tak o zwierzętach mowa, to zadbałam wreszcie o koty i ich komfort życia. Skoro kury mają wyszydełkowaną firankę w oknie kurnika, to i koty mogą mieć na strychu!



Rozkwitają tulipany - każdego dnia jest ich więcej. Jesienią posadziłam kilkadziesiąt cebul pod renetami i o taki właśnie efekt mi chodziło...




Limonkowa zieleń kwitnących teraz wszędzie klonów jest przepiękna, taka świeża i jakaś... szczęśliwa. I pomyśleć - większość ludzi uważa, że to młode liście!

Komentuj (2)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów