Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


06.05.2005 (21:04)


Jestem wykończona! Nie, żeby robienie bułek dla maturzystów przez 2 dni było szczególnie wyczerpujące, ale dla mnie te dwa dni były bardzo stresujące. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła w tym czasie być w pracy.

Nastrój był, ogólnie biorąc, optymistyczny, zarówno wśród młodych, wychodzących na przerwy bułkowe, jak i wśród matek; choć tu już odczuwało się pewne napięcie, zwłaszcza wtedy, gdy wszystkie kanapki i napoje powędrowały już na stoły, a tym samym ustała nasza terapia zajęciowa.

Dziecko pisało wczoraj polski a dziś angielski od godz. 9.00 do 15.15 (wliczając w to przerwy), więc wróciło dziś do domu w stanie maltretacji. Teraz 5 dni oddechu i w czwartek historia. Niech nas mają w swej opiece Wszystkie Małe Stworzonka!



Komentuj (3)

10.05.2005 (21:35)


Ludzie kochane, miałam wczoraj całe mieszkanie w białym płotnie: 16 mb grubszego, szerokiego na 1,5m i 12 mb cieńszego, o szerokości 1,8m. Podjęłam się uszyć z tego dwie kurtyny, potrzebne do spektaklu, bo taka dobra jestem i uczynna. No to kazali mi jeszcze zasponsorować nici do całego tego przedsięwzięcia. A że nie chciałam się ładowac w koszty, to kupiłam taką wielką szpulę nici (przemysłową, czy jakoś tak). No ale nie pomyślałam, że moja maszyna nie jest do takiej szpuli przystosowana. I tu przyszedł mi z pomocą mój mąż, który skonstruował funkcjonalny i bezawaryjny wspomagacz z tego, co miał akurat w skrzynce z narzędziami. A przy okazji wygladający bardzo śmiesznie.

Czy ktoś wie, jak się szyje taki ogromny szmat szmat? Trzeba to wszystko przepychać przez maszynę, całe te hałdy białego szaleństwa, a jednocześnie uważać na igłę, żeby nie uszyć przypadkiem żabotu do koszuli, zamiast kurtyny! Wieczorem miałam tak obolałe ramię, jakbym wiosłowała jednorącz.

A poza tym pamiętajcie o kciukach za maturzystów!

Komentuj (4)

13.05.2005 (20:38)


Jakby co, to zalinkowałm nowe linki. I dziękuję SNAFU, że mnie też u siebie zalinkował (ale musiałam go najpierw zdyscyplinować, przyznaję!)

Jutro mój synek ma imieniny. Niech rośnie duży i mądry i czasami pozwala sobie skrócić włosy o te marne 3 cm. (A jak ogłosiłam rodzinie, co robiłam w łazience, to Yen ze zrozumieniem skomentowała: "a, to stąd te wrzaski..."). Ale i tak nikt w klasie nie zauważył...

A jak jeszcze trochę podrośnie, to może się nada na sapkowe wyjazdy...


Komentuj (4)

21.05.2005 (18:20)


To będzie notka dwuczęściowa.

Część 1
Zapisałam się na kurs. Przyszła do pracy wiadomość, że krótki termin, że trzeba się szybko decydować no i że tanio, bo grantowy. 30 godzin: 1 weekend majowy i jeden czerwcowy. No dobra, idę.

Ale jak przyszłam w piątek do domu, to tak mnie coś nosiło i nosiło, i w miarę upływu czasu coraz mniejszą miałam ochotę na spędzenie siedmiu godzin w sobotę i siedmiu w niedzielę na nasiadówie. Aż wreszcie, gdy nadszedł wieczór, krzyknęłam triumfalnie: "Aaa, mam to w dupie, nie idę!". I dziwna rzecz, od razu lepiej się poczułam i nabrałam sił do życia.

Zwłaszcza, że haftuję maki na nowo uszytej sukience i nie mam czasu na jakieś tam kursy!

Część 2
Panie, obecne na girl's party na tegorocznym Belle i degustujące wyrób Luni bedą wiedziały o co chodzi (ale mam nadzieję, że nie tylko one).

Poszłam dziś z Yen na zakupy. Najpierw zdjęłam z półki 2 mleka skondensowane w puszce o smaku kakao. Potem, przechodząc koło stoiska alkoholowego, zapytałam Yen nieśmiało: "To co, kupić tę wódkę, do tego mleka?". A Yen na to: "No jasne, a co, suche będziesz żarła?"

Komentuj (6)

27.05.2005 (16:21)


Te kurtyny, co je szyłam kilka notek temu wiszą już i są gotowe. A ja dostałam dziś własny egz. scenariusza i w ten sposób stałam sie asystentem reżysera. Nie wiem za bardzo, co mam robić w związku z objęciem tego urzędu, ale spodziewam się, ze to na moją głowę będą spadać wszelkie joby i kurwamacie Pani Reżyser. A niech tam, jeśli efekt będzie taki, jak zawsze, to wszystko zniosę. Najwyżej potem ją walnę (ale już po premierze)!

Tymczasem robię, co mogę i dziś nawet podczas prób leżałam na ławce, starając się wyglądać, jak zblazowana bohema artystyczna.

A temu upałowi już dziękuję. Wystarczy mi zdecydowanie 20 stopni i ani jednego więcej!

Komentuj (7)

30.05.2005 (15:11)


Osoby dramatu:
Yen lat 19 (no, niespełna, ale prawie)
Mamofyen (no oczywiście matka)

Rozmowa przez telefon.
M: Dziecko, tam w lodówce jest botwinka, to sobie zagrzej i zjedz przez wyjściem na angielski. I ugotuj sobie do tego jajko, albo dwa, żebyś głodna nie była.
Y: Jajko? A jak się jajko gotuje? Ile minut?
M: W szafce w kuchni jest "Kuchnia Polska" to poszukaj tam przepisu "jajko na twardo"
Y: No nie wygłupiaj się! No ile? Pięć minut?

I to jest, proszę Państwa, moja córka. I zaprawdę, powiadam, musi się ona wydać za utalentowanego kulinarnie młodzieńca. Konrad, umiesz gotować?

Komentuj (7)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów