Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


02.05.2014 (17:10)

Dostałam mandat za przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonym. Wreszcie! Łażę tamtędy codziennie od piętnastu lat i wciąż mnie wszyscy straszą tym mandatem, no to w końcu sprawiedliwości stało się zadość. No i w sumie wyszło bardzo tanio.
Teraz muszę przemyśleć swoje życie i co dalej będzie ze mną – czy nagle mam zacząć przechodzić na światłach?
Dodam, że sprawa dotyczy nie tylko tego przejścia, na którym mnie złapali.

Nasz strach na wróble dostał imię Michael po Michaelu Jacksonie, który też był strachem, co prawda w Krainie Oz, a nie na Pomorzu, no ale.
Poodpinałam mu mankiety kurtki i włożyłam tam uchwyty reklamówek po rozsadzie porów i selerów, żeby sugestywnie powiewały. Efekt jest piorunujący – wygląda teraz, jakby szedł po piwo do naszego sklepu.
Zresztą jest to strach ruchomy, osadzony na drągu, na którym się obraca, raz stoi przodem do domu, to znów tyłem. Sarenki niech uważają.






Od świąt jemy już własną rukolę spod folii i sałatę w kilku odmianach. Może moje paznokcie się wreszcie zorientują.
A wczoraj upiekłam chleb na drożdżach, które są odzyskiem z fermentacji piwa. Tak pięknie pracowały te drożdże na dnie kubełka, że żal ich było wyrzucać. Poczekały sobie kilka dnie w słoiku w lodówce i nie bez obaw zaczyniłam. Drożdże były bardzo gorzkie, bałam się, że tylko zmarnuje mąkę, ale spróbowałam i w miarę dokarmiania rozczynu goryczka była coraz słabiej wyczuwalna.
Chleb ma ciekawą nutkę w smaku, zjedliśmy już jeden bochenek, żyjemy. W garze dojrzewa następny zaczyn, bo w wiejskim sklepie wykupili mi chleb, a tu dwa dni wolnego.



Znalazłam w worze z szyciem stare zasłonki z falbankami i zrobiłam sobie tymczasową zabudowę wanny. Przyznam, że jestem zadowolona.
Tymczasowa zabudowa szafek kuchennych ma się dobrze już cztery lata i tu chyba będzie podobnie.



Wszystkie nasze jabłonie kwitną w tym roku przeogromnymi kwiatami, a już szczególnie te stare renety. Bzy następne w kolejce.





Komentuj (4)

18.05.2014 (13:23)

Znów mi czasu brak i brak. Ganiałam od marca wciąż do dentysty w celu konserwacji systemu żującego, a do tego dwa razy w tygodniu biorę udział w próbach do spektaklu jubileuszowego, albowiem chwilowo zostałam artystką sceniczną.
To wszystko sprawia, że żałuję tego co powiedziałam, ach żałuję strasznie i pragnę odszczekać, jakobym mniej więcej na bieżąco wyrabiała się z ogrodem. Może tak mi się wydawało przez chwilę, ale to już minęło.
Natomiast faktem bezsprzecznym jest, że ogród wygląda już pięknie, porobiło się tyle klimatycznych zakątków, ładnych miejsc i widoków, a te, które są brzydkie stanowią już zdecydowaną mniejszość. Na przykład na środku mamy stertę złomu, ale nie taką znów ogromną. No i wciąż ten kibel do rozebrania.
Stary w końcu wygenerował w swojej głowie wizję naszego ogrodu, ale o tym sza-sza. Poniża mnie teraz i traktuje jak kobietę muzułmańską i deprecjonuje moje dokonania. Wymyślił, że mogę się rządzić w kwestii roślin mniejszych od perzu, a pozostałe należą do niego.
Ożesz, w dupę jeża, a jak ja przez cztery lata jednoosobowo tyrałam i orałam, ogarniając koncepcyjnie i wykonawczo, to mu to nie przeszkadzało! Wtem się ocknął i się rządzi.
Ale ja mam swoją godność ogrodniczą i sponiewierać się nie dam.

Pierwszy miodek udojony – 8 kg z pierwszego ula z wczoraj, dziś ciąg dalszy. Wcześnie w tym roku, bo rok temu był dopiero ósmego czerwca. Stary wybrał wczoraj z pierwszego ula i jest to wielokwiat złociutki, jak w mordę strzelił, choć spodziewaliśmy się rzepaku.
Nie za dobra jest aura, i trzeba lawirować między opadami i chmurzyskami, bo miód wybiera się przy słonecznej pogodzie, kiedy pszczółki zajęte są pracą. Wtedy nie w głowie im napady na Starego.
A Stary od stycznia przykładnie się odczula, co miesiąc jeździ na klinikę.

Wczoraj byliśmy na targach ogrodniczych i mamy nowe drzewka – brzoskwinię i nektarynkę. I piękne kózki były na tych targach, takie miziate jak pieski.

Kwitną już bzy, zaczyna kwitnąć kalina koralowa. Róże w tym roku zapowiadają się szaleństwem kwiatów. A te nowo kupione wiosną wybudowały już piękne krzaczki. Mam na nich trochę mszyc, ale niewiele i tylko na niektórych; zbieram ręcznie, albo spłukuję silnym strumieniem wody z opryskiwacza, podkładając rękę od spodu, żeby nie połamać kruchych młodziutkich pędów.
Mam już około dziesięciu różnych hortensji bukietowych, niektóre to młode sadzonki z ukorzenionych patyczków, więc kwiaty dopiero w przyszłym sezonie.
Na polu wszystko pięknie powschodziło: marchewka (3 odmiany), pietruszka, buraki (2 odmiany korzeniowe i 1 liściowa), pory i selery z kupnej rozsady, kalarepka z własnej rozsady, cebula z dymki i cebula z siewu – każda w 3-4 odmianach. No i jeszcze buraki pastewne dla kurek w 3 odmianach i trochę kukurydzy. A w ogrodzie fasola tyczkowa i podfoliowe skarby: pomidory, rukola, sałata rzymska, sałata lodowa i czerwona strzępiasta, koperek i szczypior z cebulki rodzinnej.
Te ostatnie akapity, to oczywiście wszystko z kategorii „niższe od perzu”.

Ponieważ kwitną ostatnie tulipany, to na koniec jeszcze przegląd: moje tegoroczne tulipany.





























Komentuj (4)

23.05.2014 (22:06)

Wpadam z pracy o 17.45, a Stary pyta: co tak wcześnie? No mamuńciu, całe życie z wariatami, jak mawia Anka.
Miałam dziś ostatni taki długi poniedziałek, bo to dzień, który kończę kółkiem, no takim szkolnym kółkiem, takim: mamo, idę na kółko. Właśnie dziś było ostatnie kółko przewidziane na ten rok szkolny. Z ostatniego kółka głupio byłoby uciec, zwłaszcza, że już uciekli uczniowie, no prawie wszyscy, ale dwóch zostało, więc zrobiłam minę poważną i wywiązałam się do końca.

Zaczął się już sezon wiecznie brudnych nóg, którym przyglądam się co wieczór ze zdumieniem, że można aż tak. I jest już ten cudny czas, kiedy nocami drzwi do ogrodu są otwarte i wystarczy je tylko podeprzeć jednym kamieniem od wewnątrz, a drugim z zewnątrz, żeby nie skrzypiały na wietrze. Kora wywiązuje się wtedy ze stróżowania wchodząc i wychodząc wedle potrzeb i nie zawracając nam, śpiącym, dupy i nie tupiąc przy łóżku raz z jednej, raz z drugiej strony.
A nad ranem słychać, jak koguty pieją w kurniku, gdy tylko się rozwidnia. Wtedy wstaję, idę półprzytomna i otwieram im domek, a potem szybko wracam do łóżka i śpię dalej.

Ogród kwitnie, ogród pachnie, pięknie jest...

Kocham moje życie takim, jakie ono jest, spoczywam w tu i teraz i kołyszę się na fali.

Komentuj (0)

27.05.2014 (13:51)

Opowieść o miodzie...

















Komentuj (2)

30.05.2014 (09:19)

Mam dziś wolny dzień, urlop okolicznościowy, który spożytkuję na opiekowanie się moim gospodarstwem. Stary niespodziewanie wyjechał i zostawił mnie bez żarcia dla kur, więc zacznę od wyprawy z taczką do Basi, od której kupujemy ziarno.
Wczoraj zwierzęta były zostawione same na caluteńki dzień od rana do wieczora, biedaki moje.
Mam teraz całe dwa dni dla domu i ogrodu, a w niedzielę przyjeżdżają Piwowary i będziemy zlewać piwo do butelek. Premiera w lipcu.

Róże zapowiadają się pięknie w tym roku, wszystkie w pąkach, również te kupione rok temu, które będą kwitły pierwszy raz. A już Lykkefund zapowiada się po prostu spektakularnie!





To róża pnąca miododajna z grupy ramblerów, czyli róż kwitnących raz w sezonie i nie powtarzających już później kwitnienia. Brzmi to trochę zniechęcająco, ale to tylko pozory, bo ramblery kwitną bardzo obficie; takiej obfitości kwiatów nie są w stanie osiągnąć żadne z róż pnących powtarzających kwitnienie lub kwitnących przez cały sezon.
To pojedyncze kwitnienie ramblerów jest rozciągnięte w czasie nawet do około miesiąca. Jeśli jest chłodniej, to kwitną dłużej, a ich kwiaty mają żywsze kolory, natomiast podczas upałów szybciej przekwitają i blakną.
Więc zawsze coś za coś, okazuje się.

Lykkefund mieszka w moim ogrodzie od dwóch lat. W maju 2012 była niewiele większa od niezapominajek



Ma kwiaty kremowobiałe z gęstym pęczkiem miodowych pręcików i giętkie bezkolczaste pędy. Cała roślina ma wdzięczny pokrój z długimi, łukowato wygiętymi pędami i jest dekoracyjna także bez kwiatów, a nawet zimą bez liści. Zdecydowanie nie nadaje się do małych ogrodów, bo rośnie bardzo ekspansywnie i musi mieć miejsce. Nasza wspiera się na razie na rachitycznej drabince, ale Stary już przygotował drewno na solidną konstrukcję, do której róża będzie mocowana.
Z ramblerów mam jeszcze różę Bobby James, którą kupiłam rok temu, bo była polecana do obsadzania starych drzew i jako róża o silnym zapachu. Posadziłam ją pod stuletnią renetą, żeby się wspinała po jej grubym, prawie poziomym pniu. Prowadzenie róż pnących poziomo lub przynajmniej ukośnie sprzyja ich obfitemu kwitnieniu. Bobbie ma tej wiosny pierwsze pąki kwiatowe; nie jest ich wiele, ale to młodziutka róża.


Bardzo lubię makaron i bardzo lubię truskawki. Nie lubię makaronu z truskawkami, ale wczoraj jadłam makaron z truskawkami, który mi smakował ... i w ogóle to było bardzo miłe i taki jasny akcent tego całego długiego i trudnego wczorajszego dnia.
A był to dzień niekończących się rozmów na żywo i telefonicznych - telefony i telefony bez końca...
Bo Stary pojechał pożegnać na zawsze swojego ojca.

Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów