Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


04.06.2005 (22:20)


Wychodzę dziś na balkon i co widzę?

Buszujący od paru dni wiatr, złamał mojej piennej róży wielkokwiatowej trzy łodyżki z pąkami kwiatowymi. Wiszą smętnie i kołyszą się na tych resztkach wiatru. No, myślę sobie, o żesz ty jasna cholera i taki-owaki!

I przystąpiłam do konstruktywnych działań. Przyniosłam z kuchni 3 wykałaczki, przygotowałam zielone niteczki odpowiedniej długości, poskładane kilkakrotnie i zrobiłam opatrunki usztywniające - przybandażowałam wykałaczki niteczkami do tych biednych złamanych łodyżek. Jeśli te struktury w środku nie zostały zniszczone, to powinny przeżyć i zakwitnąć. Zobaczymy.

Mam już na balkonie w pełni zagospodarowany ogródek ziołowy, o następującym składzie: melisa, bazylia, lubczyk, tymianek, cząber, oregano, rozmaryn, mięta i cienki szczypiorek. Zajadamy to wszystko z wielkim zadowoleniem w zupach, kanapkach, sosach, sałatkach i herbatkach. Nie wiedziałam, że listek świeżej mięty jest tak aromatyczny!

A oprócz róży i ziół mam na balkonie: winobluszcz pięciolistkowy, winobluszcz trójklapowy, pnącą nasturcję kanaryjską, brzozę, jarzębinę i barwinek. To wszystko na razie zielone, a jedyny akcent kolorystyczny to miodowe bratki, które w słońcu pachną też jak miód! Potem dołączy róża herbaciana i pomarańczowe nasturcje, którymi podsadziłam brzózkę, rosnącą w wielkiej donicy. Jakieś drobne kwiatki posiałam też w donicach z winobluszczem i jarzębiną, ale to było dawno i raczej nie pamiętam, jakie. Coś tam wschodzi, w każdym razie. No a w donicy z różą kiełkuje maciejka - zapach będzie wpadał do pokoju wieczorami.

Jestem sobie ogrodniczka...

Komentuj (8)

10.06.2005 (14:47)


Będę dziś robić ciasto, naśladujące tiramisu, ale jednak nie całkiem w zgodzie ze sztuką. Jadłam je kiedyś w pracy w wykonaniu Grażynki-solenizantki i było przepyszne (nie tylko ze względu na ilość alkoholu w ponczu, którym było nasączone; nawiasem mówiąc, było tam więcej alkoholu, niż w drinkach, które przygotował inny z solenizantów). Jak mi się uda, to Wam wrzucę przepis.

Prawdziwego tiramisu nie robię, bo z góry skreślam wszystkie przepisy, w których są surowe jajka, nie poddawane "obróbce termicznej". Psychoza salmonellowa, która wybuchła wiele lat temu na naszej pięknej ziemi utrwaliła się w mojej głowie na wieki. A poza tym brzydzę się, bleee.

Yen kiedyś powiedziała, że jestem dla niej wzorem obrzydliwości.
Jakkolwiek to rozumieć...

Komentuj (4)

12.06.2005 (13:47)


Wczoraj wybraliśmy się na imieniny do sąsiadki. Jeszcze takiej imprezy to u niej nie było. Niby wszystko jak zawsze, niby wszystko w porządku, a jednak goście siedzieli za stołem, jakby zaraz mieli się osunąć i zastygnąć tak na sto lat. Ani jeść, ani pić nie mogłam, po zjedzeniu dwóch kawałków pysznej rybki brzuch mi się zrobił jak balon (jakbym zjadła wieloryba) i miałam wrażenie, że sięga mi po samo gardło. Reszta towarzystwa też jakoś przymierała, włącznie z gospodarzem, zwykle energicznym i wylewnym. Aż sie prosiło, żeby ktoś krzyknął: "nie spać, nie spać, imprezować!"

Powegetowaliśmy tak do 23.00 z groszami, po czym wszyscy zgodnie stwierdzili, ze trzeba iść spać. Tak też się stało. Amen.

No cóż, nie był to dobry dzień na imprezowanie.


Komentuj (2)

15.06.2005 (21:14)


Chyba zwariowałam.

Mam czasem tak, że sobie jadę autobusem i coś mi przychodzi do głowy, co ma potem stać się notką na blogu. I tak mi się splecie w głowie te kilka zdań i potem w domu lub w pracy wpisuję.

A dziś miałam coś takiego. Wydawało mi się, że dodałam nową notkę, tylko kurna, nie pamiętałam o czym. Siadłam więc, żeby przeczytać, czy ktoś mi jakiś komentarz wpisał. Patrzę, a tu nie ma komentarza, ale nie ma też i tej nowej notki.

Czy to się jakoś leczy?

Może to ten dzień senny i niemrawy. Po przyjściu z pracy padłam jak mucha i leżałam z godzinę nie śpiąc i nie czuwając, w jakimś letargu. Balkon był otwarty, a na dole jakieś bachorstwo jeżdziło hałaśliwym czymś po chodniku i słyszłąm ten szurgot jak przez mgłę.
Miałam w pewnym momencie krótką myśl, żeby przerobić ich na smalec.

Kawa przywróciła mnie światu, ale i tak już nie poodkurzałam, choć miałam zamiar, bo czas najwyższy.

Ale przecież jak odkurzę jutro, to na dłużej wystarczy :)

Komentuj (3)

16.06.2005 (19:53)


Przyszłam dziś z pracy, wrzuciłam torebkę do kuchni i od razu wyszłam z psiunią na spacer. Poszłyśmy do naszego niedalekiego młodego lasku. Szłyśmy sobie tek pomalutku, było ciepło i miło.

W pewnej chwili przyszedł mi do głowy szatański pomysł. Znalazłam cichy zakątek między młodymi brzózkami, usiadłam na trawie. "A, poopalam się trochę" - pomyślałam. Zdjęłam okulary i wystawiłam lico do słońca. Zdjęłam też sandały, żeby mi się te paski na stopach trochę opaliły. Dłonie splotłam na kolanach... I tu pomyślałam, że te moje duże srebrne pierścionki zasłaniają całe ręce, więc też je pozdejmowałam. Za chwilę przyszła kolej na klipsy (bo przecież białe kółka zostaną na uszach) i jeszcze bursztynowe korale.

I już bez przeszkód wystawiłam twarz do słońca. Pies kokosił się w trawie, brzęczały różne latające robaczki, było cudnie... Przez 10 minut.

Potem poczułam, że zaraz się ugotuję. Zerwałam się na równe nogi, wskoczyłam w sandałki i zaczęłam stamtąd spieprzać, zakładając po drodze okulary, klipsy, pierścionki i korale i pilnując jeszcze, żeby nie zgubić kluczy od mieszkania.

I jak wy się, ludzie, możecie wysmażać latem na tych wszystkich plażach, to ja naprawdę nie rozumiem!



Komentuj (6)

16.06.2005 (20:42)


Jeszcze jedna notka dzisiaj, ale muszę :)
Miejsce: GG
Czas: dziś po południu
Osoby: Alraya, Mamofyen

alraya:
> ...niedobrze jak jest zbyt gorąco, duszno i w ogole to nie wiadomo co zdjąć z siebie poza tym w pracy nie wypada tak się rozbierać, szczególnie jak się nie jest młoda, zgrabna 30tka, tylko zbyt otyła pani w średnim wieku. Nawet jak ma dobry kontakt z rożnymi młodymi, co po paru rozmowach przed kompem mówią jej na ty i umawiają się na gg. choć jest to bardzo podnoszące na duchu, ale jakoś mało na ciele:)

mamofyen:
> na ciele to juz nic nas nie podniesie

mamofyen:
> duch naszym ratunkiem !

alraya:
> chyba zaczynam myslec blogowo.

mamofyen:
> ja tez

mamofyen:
> :)

mamofyen:
> o tym pisałam ostatnio...

mamofyen:
> młoda przyjechała niedawno z koszalina i opowiedziałam jej cos

mamofyen:
> i od razu pomyslalam ze z tego znów będzie notka

mamofyen:
> nałóg

alraya:
> kurna

alraya:
> fiksujemy czy co?

mamofyen:
> odwala nam

alraya:
> no ja Ciebie nie rozumiem, nie powinnas sie wyzywac blogowo, ja to co innego.

mamofyen:
> rożni zboczeńcy piszą blogi - i tacy i tacy

mamofyen:
> wszyscy zboczeńcy blogerzy

mamofyen:
> ja tez oczywiście

alraya:
> bosz..my jesteśmy rożni zboczeńcy?

mamofyen:
> no jasne

mamofyen:
> ja czekam czy będzie gdzieś parada nienormalnych, to zaraz jadę!

alraya:
> wiesz co?

alraya:
> fajnie by było cały ten dialog na bloga wrzucić - jest odjechany:)

mamofyen:
> no to wrzucaj

> mamofyen:
jestesmy chyba stuknięte

> mamofyen:
jak te wiedźmy z pratchetta


Jednocześnie uprzejmie Państwa informuję, ze full version jest dostępna na leśnych ścieżkach, które są z prawej strony (muszę tak napisać, bo nie umiem dodawać linków; ale już umiem pisać smsy ;P)


Apdejt! Apdejt! Apdejt!
Przyszła Yen, przeczytała notke i zawrzasnęła z pokoju: "Jak to nie umiesz?! Przecież umiałaś! Zidiociałaś na starość, czy co?!"
Więc jak mi przypomniała, że umiałam, to siadłam i zrobiłam:
leśne ścieżki dla Państwa!

Komentuj (1)

23.06.2005 (20:59)


Świeży boczek (surowy) pokrojony w plastry posypałam w misce wegetą, wrzuciłam garść posiekanych świeżych ziół z mojego balkonu: majeranek, tymianek i rozmaryn. I jeszcze ze trzy łyżki musztardy do tego i rozgnieciony ząbek czosnku. Wszystko wymieszałam i wstawiłam do lodówki. A jutro upiekę w piekarniku i bedę udawała, że mam z grilla.

Włączywszy do tego dzisiejsze ciasto z okazji Dnia Ojca, to chyba jasne, że odchudzanie na razie zawieszone.

A od poniedziałku wakacje!

Komentuj (3)

25.06.2005 (17:29)


Miałam kiedyś taką pasję: wykreślanki logiczne, czy jakoś tak podobnie się nazywające, które pojawiały się co tydzień w piątkowej gazecie telewizyjnej. Kiedy nie miałam czasu nad tym siedzieć, to wycinałam i zbierałam na lepsze czasy. Ale coraz częściej było tak, ze rzucałam się na wykreślankę zaraz po tym, jak gazeta dotarła do mnie z kiosku. Czasem rozwalałam ją w okamgnieniu, a czasem trwało to dłużej i musiałam rozkładac na raty. Efektem był jakiś obrazek, pojawiający się po zaciemnieniu niektórych pól (zgodnie z oznaczeniami cyfrowymi u góry i z lewej strony prostokątnego diagramu). Kiedy wykreślanki przestały się pojawiać, najpierw myślałam, że to chwilowo, jakaś przerwa, czy coś. I całe szczęście, bo moja rozpacz rozłożyła się w czasie. Nie przeczuwałam, ze to już koniec...

A teraz pojawiło się sudoku! Wydrukowałam sobie właśnie 12 diagramów i żegnam, znikam.


Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów