Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


17.06.2007 (18:54)

Kiedy autobus zjeżdża do miasteczka od strony Kielc długim, krętym wąwozem, czuję się, jakbym wkraczała w inny wymiar. Zjazd jest stromy, zawsze się wtedy trochę boję, czy hamulce nie zawiodą. Ten wąwóz, to teleport. Wiem, że zaraz zmieni się język, wygląd ludzi i ich rozmowy, ich zwyczaje i problemy. Czas zwolni, a temperatura powietrza będzie wyższa o ładnych parę stopni, niż tam, skąd przybywam. Od tej chwili muszę się podporządkować tutejszym zasadom.

Nie ma Internetu, nie ma radia, telewizji też prawie nie ma.
Jest za to targ we wtorki i piątki i czuje się, że jest on obowiązkowy. A więc uczestniczę. Oszałamiająco pachną kwitnące jaśminowce i ligustrowe żywopłoty, wzdłuż których wiedzie moja droga na targ. Targi są właściwie dwa: mniejszy, spożywczo-ogrodniczy, gdzie można też kupić prosioneckę (no, kto zgadnie, co to jest prosionecka?) i duży, ciuchowo-przemysłowy, do którego trzeba dojść jeszcze kawałek dalej, wzdłuż nieczynnej trasy wąskotorówki.
Trzeba uważać, bo kupcy podają kwoty w starych pieniądzach (ale nie w tych sprzed denominacji, tylko w jakichś dziwnych, tutejszych; chyba dodają sobie trzy zera). Trzeba się też w te dni pospieszyć z innymi zakupami – wszelkie sklepy niespożywcze pootwierane są tylko do 16.00, właśnie dlatego, że są one czynne od wczesnych godzin rannych - przybysze robią zakupy przed targiem.

Dziś wróciłam już stamtąd, za mną długa podróż, która zaczęła się w busiku, wspinającym się mozolnie krętym stromym wąwozem. Opuściłam miasteczko położone na południowym stoku wzgórz, którego przeciwległą granicę wyznacza niebieska nitka rzeki. Za dwa tygodnie znów tam wrócę. Wtedy będę pisać na bieżąco notatki z kraju dzieciństwa.

Komentuj (3)

18.06.2007 (19:14)

Dziś będzie o tym, dlaczego byłam w miasteczku o tak dziwnej, niewakacyjnej jeszcze porze.
Był piękny majowy dzień, słoneczko świeciło od rana. Moja Mama (lat nie_powiem_ile, bo mogłaby się wkurzyć), wstała w świetnym nastroju. Podeszła do okna, żeby wykonać kilka ćwiczeń na dzień dobry... I stało się coś, nie wiadomo co, że straciła równowagę i upadła do tyłu na podłogę. Znalazła się w szpitalu, gdzie przeszła szereg badań; jak się okazało, oprócz ogólnego potłuczenia złamała dwunasty krąg piersiowy. Całe szczęście, że upadając, chwyciła się firanki, co pewnie znacznie zamortyzowało upadek. Mogło się skończyć gorzej.

Jak stwierdziła moja koleżanka, taki z tego wniosek, że gimnastyka jest szkodliwa dla zdrowia.

A Mam powiedziała: "a, bo wciąż mi marudzicie, że się za mało ruszam, to chciałam się właśnie trochę poruszać".

Komentuj (1)

21.06.2007 (21:06)

Dziś notka wielowątkowa rozproszona.

@ To już jest ten sezon, kiedy na chlebek z pomidorem układam listki cząbru, estragonu i bazylii. A wszystko to z własnych upraw balkonowych; również mięta i melisa na wieczorną herbatkę. Pachną w całym pokoju...

@ Córko, ja rozumiem, że sesja, ale rusz się i napisz coś, bo Twój blog zasługuje na wyrzucenie go z linków. Chciałoby sie zacytować klasyków: "wszyscy piszą, a ty w przysłowiowej dupie!"

@ W tej notce napisałabym Wam jeszcze o pewnej dzisiejszej rozmowie telefonicznej, która mogłaby być śmieszna, gdyby nie była tragiczna. Ale autocenzura by mi to wyrzuciła :)

@ Dziś w studio, w którym sypiam i pielęgnuję swoje uzależnienie od Sieci znienacka pozmywałam porządnie kurze z półek, przesadziłam kwiaty do nowej skrzynki i umyłam
okno. I jakoś tak się tu zrobiło, no ja wiem... jakby mi się wzrok poprawił o dwie dioptrie.

Komentuj (1)

22.06.2007 (13:59)

Jestem w szoku. Dziś o 8:53 odwiedził mojego blogusia ktoś z Grecji. Ratunku, kto to jest?

Komentuj (4)

24.06.2007 (23:14)

Imprezuję, porządkuję, oglądam filmy, szykuję się do odjazdu. Wyfruwam na cały miesiąc.

W piątkowy wieczór byłam na imprezie pracowej; tańczyłam do trzeciej w nocy, za oknami były pola i las (sosnowy – jak to nad morzem). Było świetnie, dużo śmiechu, żarcie super i wódki tyle, ile trzeba, a w pakiecie prysznic, nocleg i śniadanie. I wysłuchałam zwierzeń jednego kolegi, jak to bardzo podoba mu się jedna koleżanka, ale nie ma śmiałości i w ogóle...

Dziś obejrzałam „Pornografię” Jana Jakuba Kolskiego. Chciałam ten film zobaczyć już dawno, ale potem zapomniałam. Nie obejrzałam go od razu wtedy, kiedy powstał, bo miałam jeszcze książkę Gombrowicza do przeczytania, a nigdy nie oglądam najpierw filmu, jeśli książka była pierwsza na świecie, bo uważam to za grzech. To jest bardzo piękny film i jak tylko się skończył, pomyślałam, że z przyjemnością obejrzę go kiedyś jeszcze raz.

Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów