Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.06.2012 (20:25)

Dziś Dzień Dziecka. Kiedyś teeeż byłam dzieckiem... (parafrazując reklamę)


Na tym zdjęciu trzymam nowiutkiego pieska z metką. Kiedy byłam mała, rodzice mówili mi, że kupili mnie w sklepie. Ta metka, gdyby nie należała do pieska, mogłaby być dowodem na to, że to prawda.

Komentuj (8)

03.06.2012 (11:01)

Dwa lata temu, w pierwszych dniach czerwca trwała przeprowadzka. 3 czerwca 2010 spaliśmy już tutaj wszyscy, już wszystkie graty były przewiezione i następnego dnia przekazaliśmy klucze nowym właścicielom naszego mieszkania.

Wprowadziliśmy się do domu bez kuchni i bez łazienki i przez długi czas jeszcze, jak dla mnie - za długi, musieliśmy współistnieć z ekipą remontową, która jak chciała, to przyjechała i robiła, a jak nie chciała, to nie.

Wiele się zmieniło od tej chwili sprzed dwóch lat i nadal się zmienia, bo sytuacja jest wciąż rozwojowa.

Żyję tu zupełnie inaczej, niż w poprzednim życiu, każdy mój dzień wygląda inaczej, inne są moje marzenia i plany i inne powody do zadowolenia.
Nie przeszkadza mi uciążliwość dojazdów, ani to, że mam teraz prawie 3 razy tyle do sprzątania w domu i cały wielki ogród do obrobienia, nie przeszkadzają mi niedoróbki i niedogodności, ani to, że właściwie wciąż jesteśmy w stanie remontu.
Nie przeszkadza mi też mój wiek i dolegliwości, których przybywa; szkoda mi tylko, że wciąż mniej i mniej pozostało mi czasu, żeby tu być.
Paradoksalnie wciąż wymyślam nowe rzeczy do zrobienia, dlatego ze wszystkim mi się śpieszy, ale i żal mi każdej uciekającej chwili. Chciałabym, żeby doba była dłuższa i żebym miała więcej czasu na to wszystko.

Wszystko mi się tu podoba i wszystko mnie cieszy, nawet jak sprzątam, to jest to zupełnie co innego niż kiedyś. Każda maleńka nawet zmiana i krok do przodu daje tyle radości i satysfakcji, nawet wyplewienie zagonka malin, czy umycie małego okienka w wiatrołapie.

Czy to szczęście, czy to starcze zidiocenie - sama już nie wiem...

Komentuj (4)

04.06.2012 (22:13)

Dziś będzie o zwierzętach gospodarskich, jako to: kury, pszczoły, muchy.

Jestem zajęta sprawdzaniem poczty co piętnaście minut, albowiem negocjuję kury przez Internet. To moje drugie podejście do zielononóżek kuropatwianych i żeby mogło być udane, to Stary wytwarza kurnik za pomocą maszyn prostych, piły spalinowej oraz siły własnych mięśni; nie zapominajmy też o intelekcie.
Jeśli mi się uda z tą transakcją, to będę miała kury, które od urodzenia słuchają Trójki, a o niczym wspanialszym nie mogłabym nawet marzyć. Pan hodowca stosuje bowiem taki odstraszacz na kuny i lisy, że ma w kurniku zainstalowane odbiorniki radiowe nastawione na stację, w której dużo gadają po nocach. Kuny myślą, że Człowiek jest w kurniku i mają się na baczności.
Jak mi napisał o tym sposobie, bez wdawania się w szczegóły, to najpierw się przeraziłam, że to może być to radio z ryjem i jeśli tak, to ja nie chcę takich kur. Miałyby z pewnością zwichniętą psyche i wtedy ich starożytny rodowód i nieskażone pierwotne instynkty można by psu w dupę włożyć.
A tu taka niespodzianka - Trójka! Będziemy się z tymi kurami rozumiały bez słów.

Natomiast nie rozumiemy się ostatnio z pszczołami, bo wściekły się jakoś i od paru dni latają po obejściu jak perszingi, patrząc tylko, kogo by tu dziabnąć. Stary zarobił w sobotę dwa żądła, a ja jedno, ale za to w głowę. Stary już w tym roku nie umiera po tych żądłach, ma objawy takie jak kiedyś, czyli prawie żadne, z czego wniosek jest taki, że była to chwilowa nadwrażliwość; ale jakby co, to adrenalina w lodówce leżakuje.
A pszczoły dla przypieczętowania buntu wyroiły się dziś i uleciały ku horyzontowi. Chyba jest im za zimno i dlatego są takie wkurzone. Żeby nie było, że tylko samo ZUO, to mamy już pierwszy tegoroczny miód i to w ilościach satysfakcjonujących.

A jak jest tylko trochę cieplej, to od razu zaczynają mi po domu latać muchy wielkości myszy. Ponieważ przeczytałam, że w celu ochrony kur przed pasożytami i insektami wiesza się w kurniku piołun, to porozwieszałam go eksperymentalnie w kuchni i w sieni - zobaczymy, czy na muchy też działa.

No i muszę się pochwalić - sama umiem rozpalić w piecu, żeby nagrzać wody w bojlerze. Rozpalam i nie pyskuję, bo Stary robi ten kurnik i sytuacja jest emergency, więc nie będę go odrywać od zadań specjalnych do takich głupot.
A dziś się okazało, że sama też umiem zagotować piec, zupełnie tak, jak Stary...

Komentuj (3)

06.06.2012 (22:29)

Jak pokażę ten kurnik, to Wam klapki spadną!

Komentuj (4)

10.06.2012 (22:15)

Zważywszy, że zrobiłam temu kurnikowi 90 zdjęć (a jeszcze nie jest skończony), to cieszyć się należy, że pokazuję tu tylko 10. Pierwsze z tych zdjęć zostało zrobione 28 maja, a ostatnie dzisiaj.
Wszystkie materiały na kurnik pochodzą z odzysku, z różnych szopek, które przez te dwa lata porozbieraliśmy; kupione zostały tylko wkręty, gwoździe i cement.
Stan na dziś, to stan surowy otwarty. Domek zbudowany jest na szkielecie z drewnianych belek, obitym deskami z obu stron. Pustka między tymi warstwami jest wypełniona ociepleniem. Podłoga wysypana jest gruzem i zalana wylewką betonową, na to położone są różne warstwy izolujące, a na wierzchu będą drewniane deski.
Dach kryty jest dachówką, taka samą, jak nasz dom. Między dachem a sufitem będzie stryszek - miejsce na sianko na zimę.
Dwa okna w bocznych ścianach będą podwójne - zewnętrzne zamocowane na stałe i wewnętrzne otwierane. I cóż, szydełkuję firanki do kurnika - znalazłam świetny wzór z kurą i kogutem.
I każdy, kto się teraz popukał w główkę, niech tu więcej nie przychodzi!





















Komentuj (4)

11.06.2012 (23:04)

Dziś stan surowy jest już prawie zamknięty, to znaczy, kurniczek ma okna, ale jeszcze nie ma drzwi. Sufit też już jest gotowy, a na stryszek można wejść po drabinie. Byłam, widziałam!

Zapłaciłam Obcemu za te kury bandyckie pieniądze i teraz się trochę boję, ale przecież ludzie nie są takie świnie... Ma je wysłać jutro rano, u nas będą w środę. Poczta przyjmuje takie paczki z żywym ptactwem, wiem, bo już raz kupowałam i kurki doszły w nienagannym stanie.

I negocjuję przez Internet bezdomne kociątko na dziecko dla Dziuni, żeby nie była już taka samotna. Teriery jej nie chcą pokochać i musi sama siebie zabawiać, biegając i tupiąc wzdłuż strychu tam i z powrotem, jak stado lampartów.
Wysłałam do Panienki od adopcji maila ilustrowanego, wyjaśniającego szczegółowo, po co nam ten kot i teraz się martwię, czy nie wyszło z tego, że u nas w domu karminy psy kotami i właśnie nam zabrakło kotów...

Komentuj (6)

13.06.2012 (21:08)



Przyjechały. Zawstydzone trochę jeszcze i zmęczone, ale są. Spędziły w podróży okrągłą dobę, bo instytucja poczta uznała za stosowne, aby przesyłkę, oznakowaną: "żywe ptaki" i nadaną jako przesyłka na warunkach szczególnych, przetrzymać w nocy prawie osiem godzin w miejscowości o malowniczej nazwie Lisi Ogon. Pewnie cała poczta poszła spać w tym czasie, no bo co tam jakieś żywe przesyłki, przecież noc jest.
I tak są wspaniali, bo mogliby przecież przewozić całą obsługiwaną korespondencję tylko od ósmej do piętnastej, a potem zatrzymywać pociągi i furgonetki i iść do domu.

Cała historia przesyłki jest do prześledzenia w sieci i wszystko tam jest zapisane, oczywiście łącznie z tą ośmiogodzinną przerwą. Arogancja instytucji w tym kraju jest nie do opisania.

Komentuj (15)

15.06.2012 (22:18)

Dziś przyszedł czas na pierwszy spacer w tymczasowej wolierce, w której kurki będą się oswajać z przestrzenią przez klika dni. Potem dostaną swój duży wybieg do dyspozycji.

To są naprawdę kury żywiołowe i pełne energii. Wyszły po kolei przez drzwiczki, zbiegając dosłownie po pochylni, po czym zaczęły oczywiście natychmiast drapać na wyścigi, a zachowywały się przy tym tak, jakby miały mało czasu i śpieszyły się na pociąg.
Następnie wszystkie zaczęły się histerycznie czochrać w ziemi, kąpać w niej, tarmosić, wczołgiwać jedna pod drugą i obsypywały sobie nawet tą ziemią grzbiet, przewracając się na boki. Każdy widział pewnie kiedyś kąpiącą się w piasku kurę, ale nie tyle naraz!

Po tej kąpieli znów zaczęły drapać, ale teraz znacznie spokojniej. Piórka nabrały połysku, a kurki i nie spieszyły się już nigdzie. Widać było wyraźnie, że odreagowały stres, jakim była podróż, nowe miejsce i przebywanie przez cały ten czas w zamknięciu - w małej skrzynce podczas podróży i potem ponad dobę w kurniku.

Niech ci wszyscy, którzy kupują po 500 piskląt zielononóżek (a kupują, bo rozmawiałam o tym z hodowcą, u którego zamawiali takie ilości) popukają się w główkę, jeśli chcą je trzymać w ciasnocie i zamknięciu, żeby zarobić na jajach zielononóżek, bo jest na nie moda.











Komentuj (2)

17.06.2012 (17:39)

Zrobiliśmy to.













Komentuj (5)

18.06.2012 (18:17)

Okolice studni z makami i liliowcami.


Okolice świdośliwy, która obrodziła w tym roku obficie.


Krwawniki z zeszłorocznego wysiewu - uwielbiam je.


Róże konfiturowe, opanowane w tym roku przez mszyce. I jak ja mam ucierać te płatki?!


W wolierce.


Co do kotów, to Zuzia jest rozbrykana, a Dziunia jest obrażona. Wczoraj nie było mowy o dotykaniu bez syczenia, dzisiaj już widoczne są próby się pomacania...
Śpią obie na górze, a schodzą na dół, kiedy psy są na zewnątrz. Teraz, jak wyjeżdżamy, psy zostają w ogrodzie, a kotki mają otwartą klapę na strych i niech się dzieje co chce.
Dziunia próbuje małą wziąć za pysk, ale ta niewiele sobie z tego robi, bo jak się bawi, to jest zajęta i nie zawsze zauważa. Bawi się wszędzie i wszystkim. Jest chuda jak szkielet, ale ma apetyt i wcina siekane surowe drobiowe serduszka. Kociej karmy dla kociąt nie chce jeść.

Dowiedziałam się od Młodej, że koty są jak chipsy - nigdy nie kończy się na jednym.

Komentuj (4)

21.06.2012 (22:32)



















Od soboty minęło kilka dni, a już widać, że kotki się zaprzyjaźnią. Nie chce mi się o tym teraz pisać, bo zasypiam już prawie, ale ogromnie mnie to cieszy.

Dwie suki, dwie kotki, dziesięć kur i kogucik... no i te tysiące pszczół - to nasza rodzina. Z mężczyzn, jak widać, tylko kogucik, żeby Stary nie czuł się osamotniony. No chyba, że trutnie też można liczyć...

Komentuj (4)

23.06.2012 (07:59)

Przekwitła już robinia, a pszczoły zrobiły kolejny miód, teraz chyba spadziowo-akacjowy. Zaczyna kwitnąć facelia na polu i wczoraj wieczorem wyplewiłam moje poletko warzywno-lawendowe, bo jak pszczoły zaczną pracować na facelii, to pewnie tam przez dwa tygodnie nie wejdę.

Kończą już swoje kwitnienie bodziszki, orliki, maki i najwcześniejsze liliowce. Zaczynają jaśminowce, lawenda, goździki brodate, malwy, funkie i lilie. Krwawniki, naparstnice i róże mają teraz swój czas. Mogłabym tu dziś wkleić z tysiąc zdjęć z ogrodu.

Wreszcie kolejne róże pokazują kwiaty. W tym roku porządnie je pooznaczam, żebym przy jesiennym przesadzaniu wiedziała, na jakie kolory kwitną. Już widać, co narobiliśmy zeszłej jesieni - żółte z różowym obok siebie na rabacie powoduje, że mam mdłości. W tym roku wszystko to będzie można skorygować i porozmieszczać róże na różankach kolorystycznie i odpowiednio do wysokości, które osiągają.
Dzięki dziewczynom z ogrodniczego forum udało mi się oznaczyć kolejną piękność - to kwitnąca na żółto Fresia, której mam tu kilka krzaczków. Ma piękne kwiaty o szlachetnym kształcie i przecudnym zapachu i krzaczki o zgrabnym pokroju i już skradła moje serce. A w dodatku ma wysoka mrozoodporność, określaną jako strefa 5b.





Ale palma pierwszeństwa należy teraz do róży francuskiej Rosa Gallica Conditorum, która ma płatki, nadające się na konfitury.
Nie jesteśmy pewni tak stuprocentowo, że to właśnie ona, bo tych róż francuskich jest wiele. Jednak, dawałam ją kilka razy do rozpoznania na forum i skoro nikt niczego innego nie zaproponował, to na razie będziemy się trzymać naszej wersji.
To zdecydowanie Królowa Czerwca; szkoda, że nie powtarza kwitnienia...









Komentuj (6)

26.06.2012 (21:28)

Pogoda wietrzna, deszczowa i nieżyczliwa, ale można pochodzić i PODOGLĄDAĆ.

Drzwi donikąd (ale z potencjałem!) - z przodu, z tyłu, otwarte i zamknięte. Kurnik w kwitnących jaśminowcach i jego lokatorzy. Kwitnące pole facelii - zagospodarowane i traw - niezagospodarowane. Zaczątek lawendowego pola i warzywa, z którymi nie zmieściłam się w warzywniku... i takie tam różne obrazki, łącznie z dziewanną, która wyrosła prawie na schodku.





































Komentuj (5)

30.06.2012 (08:14)

Voilà!









Ostatni przedwakacyjny dzień pracy był też dla nas dniem ogłoszenia wyników maturalnych Młodego. Zdał. Zdał przyzwoicie, a teraz się rekrutujemy: kierunek Poznań - biotechnologia lub ochrona środowiska na UAM, a jak nie to fizjoterapia na UM. A od dziś Młody robi gofry w nadmorskiej małej gastronomii.
Młoda natomiast zmienia mieszkanie; będzie miała daleko, ale za to ładnie i wreszcie już nie będzie mieszkać po studencku z kimś w pokoju.
Moje dzieci poznają nowe miejsca i nowych ludzi - takie zmiany i nowe doświadczenia to jest zawsze rozwój. Uwielbiam to.

Stary rozpina dziś wreszcie nową siatkę na jednym boku wybiegu dla kur. Dawno to już miało być zrobione, ale ponieważ Stary jest poeta, to okazało się, że mu się tylko zadawało, że ma siatkę na to ogrodzenie, no a potem, to już trzeba było czekać, aż się zejdą okoliczności, jako to: czas i pieniądze.
Jeszcze mu zostanie rekonstrukcja płotka ze sztachet na drugim boku wybiegu, a więc z powodu nabożeństwa dla tradycji sprawa potrwa dłużej niż powinna.
Zielononóżki są w dobrej formie, chociaż swobodę mają nadal ograniczoną. Mieliśmy już międzygatunkowy konflikt zbrojny, bo kogutek wyfrunął z wolierki (górą - jakieś 180 cm!) i Korunia go troszkę wymiętosiła. Miał krwiak na grzbiecie i otarcia skóry, pozasypkowaliśmy go kilka razy dermatolem i będzie dobrze. Ma apetyt i już odzyskał pełną motorykę, trochę jednak stracił na urodzie, bo brakuje mu kilku piórek.
Oczywiście teraz się udzielam na forum drobiarskim, dzięki czemu posiadłam na przykład wiedzę, że piołun działa odkażająco i odrobaczająco na kurki, a powieszenie pęczków w kurniku zapobiega panoszeniu się insektów. Zdrowiu kur sprzyja też dodawanie im do jedzenia i do wody posiekanych ząbków czosnku. Czytam, pytam, wdrażam.

Zuzia z Dziunią kotłują się na strychu, a przychodzą na pokoje na gościnne występy. Widać już, że będą żyły w zgodzie - jest zabawa, szaleństwo, wylizywanie, no i jest też znikanie. Że Dziunia znika, to było wiadomo, ale teraz znika też diablątko i w dodatku nie wiemy, gdzie. Na dachu jej nie widać, a na poddaszu też jej nie ma.
Ma ogromny apetyt, ale nie chce jeść gotowej karmy dla kociąt. Robię jej kulki z surowego mięsa i podrobów i zamrażam, a potem wyjmuję pojedynczo. Nie ma już tych sterczących żeber, a brzuszek jest miło zaokraglony.

Nie mogę się nacieszyć, że skończyło się na dwa miesiące to codzienne wstawanie o szóstej. Dziś w nocy była dziwna burza, taka sucha. Deszcz nie padał, grzmiało, błyskało i trzaskało potężnie. Popadało dopiero później.

Suszę kwiatki na herbatki, krok po kroku inwentaryzuję róże, odszczurzam dom, odchwaszczam rabatki - te wakacje będą pracowite.
Za tydzień odwiedzą mnie moje czarownice z Miasteczka, a na sierpień przywiozę tu sobie mamę.











Komentuj (8)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów