Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


06.06.2013 (20:58)

Jedną trzecią kurzej ciąży mamy już za sobą. Kwoczka siedzi, jak przyklejona, codziennie zsadzamy ją na jedzenie, picie i zabiegi toaletowe i wszystko razem nie zajmuje jej więcej niż 20 min. Nóżki ma zdrętwiałe, fryzurę napuszoną, a wszystkim zabiegom towarzyszy głośne gdakanie i gorzkie żale. Ucisza się natychmiast, jak tylko wejdzie na drabinkę, wracając do gniazda.
Ja w tym czasie szybko lustruję i liczę jajka, bo koleżanki wciąż donoszą.

Jak na mój gust, jest cholernie zimno jakoś, albo może ja na starość mam większe potrzeby w tej materii. Kwiaty jednak kwitną i akacja pokryła się białym welonem i jak to wszystko wieczorami cudnie pachnie! A zaraz jeszcze ruszą jaśminowce...

Nadspodziewanie piękna jest w tym roku lawenda, może po prostu już dojrzała i teraz zawsze taka będzie. Ma pełno pąków kwiatowych, a poletko wygląda ślicznie. Inna rzecz, że trzeba się do niego przedostać przez trawę, która sięga mi już prawie pod brodę.

Opalać się mogę w stroju nieprzyzwoitym, bo ławeczka w nowej lokalizacji jest od drogi osłonięta przez leszczynę, a z boku przez... jakby to powiedzieć... żywopłot z pokrzyw, zaczynający się tuż przy siatce ogrodzeniowej.
Pokrzywy zarosły też na amen mój wypieszczony maliniak i najbliższy weekend zamierzam poświęcić jego odzyskaniu.















Komentuj (3)

08.06.2013 (22:45)

Czy oblizywaliście kiedyś miotełkę? Ja dziś oblizywałam. Właściwie oblizałam trzonek szczotki zmiotki, która normalnie leży w kuchni pod zlewem. A było to tak...

Stary przedwczoraj zauważył, że pszczoły się wyroiły i zasiadły na świerku. Odciął więc był (plusquamperfectum) gałąź wraz z rojem i umieścił w nowym ulu, takim z szopy wziętym, niezasiedlonym. Akurat przyjechał Andrzej i wykonał nadzór i okazało się, że wszystko ok.

Przy okazji wydało się również, że pierwszy miód już gotowy i trzeba go odzyskać. I tu Stary został przez Andrzeja rzucony na głęboką wodę, bo ile w końcu można niańczyć takiego starego chłopa.
Przyodział więc Stary kapelusz i gacie stosowne i poszedł do pasieki z tą zadymiarką, czy jak ona się tam nazywa i sam, tymi rencami powyjmował plastry z miodem a powkładał puste ramki. Potem pojechał z tymi plastrami do Andrzeja, gdzie na jego wirówce odwirował pierwszy tegoroczny miodek.







Rozlewałam go wieczorem do słoików - jest dość ciemny i chyba to wielokwiatowy... Na pewno nie rzepakowy, bo za ciemny, no i nie ten zapach.

A jak Stary pojechał do tego wirowania, zostawiając po sobie zapach miodu i porozwalane dookoła ślady zbrodni, to chciałam odłożyć na miejsce miotełkę, którą omiatał pszczoły z plastrów i przylepiła mi się ręka do miotełkowego trzonka i nie mogłam się powstrzymać... I po chwili było już za późno, bo uświadomiłam sobie, że oblizuję miotełkę!


Nasza dzielna kwoczka dostała siatkową ściankę, żeby koleżanki nie donosiły jej jajek. Dowiedziałam się bowiem na forum kurzym, że można w ten sposób stracić wiele jaj lęgowych i rzeczywiście, jedno już musiałam odłożyć, bo było pęknięte. Okazuje się, że podczas wysiadywania zmienia się stopień mineralizacji skorupki, żeby maluchom łatwo było się przez nią przebić, kiedy nadejdzie czas i tylko kwoczka umie siadać umiejętnie na takich delikatnych jajeczkach.
Wczoraj prześwietliłam wszystkie jajka i widać wyraźnie sporą komorę powietrzną w szerszym końcu, we wszystkich jajkach jednakową, czyli wszystkie są zapłodnione.
Termin wykluwania się kurczątek mamy na 20-21 czerwca.

Komentuj (2)

12.06.2013 (20:39)

Róża konfiturowa zapowiada istne szaleństwo kwiatów!


Gipsówka bylinowa wysiana z nasion rośnie pięknie i będzie służyć za towarzystwo, tło i dekorację dla róż.


Mak wschodni - istny chwast w ogrodzie, rozłazi się wszędzie, rozrasta się zagłuszając wszystko w promieniu metra dookoła, szybko przekwita i znika. Ale warto, bo efekt podczas kwitnienia i na chwilę przed, kiedy pomięte płatki wydostają się spomiędzy zielonych działek kielicha - to prawdziwy spektakl.


Piwonie - po prostu doskonałość. Niestety, mimo, że zrobiłam im już masę zdjęć, to kolor wciąż nie ten...


I pierwsza róża w tym roku, Sympathie, która ma w tym roku za tło rozebrany już prawie wiatrołap; no róża na gruzach po prostu. I to jaka! Nie dość, że pięknie pachnie, to każdy jej kwiat jest kiczowatą wprost pięknością i nadawałby się na środek tortu.
Mam zeszyt po mojej babci z przepisami kulinarnymi, gdzie przy którymś przepisie na tort ostatnie zdanie brzmi: na środek tortu położyć na wpół rozkwitłą różę



Kwoczka siedzi dziś trzynasty dzień.
Codziennie późnym popołudniem zdejmuję ją z gniazda, trochę pogłaszczę, poczochram po policzkach, a następnie wypycham ją na zewnątrz kurnika, bo inaczej stałaby na tym progu w nieskończoność. Kwoczka zdjęta z gniazda szybko je, szybko pije, robi monstrualnie wielką kupę i galopem biegnie wykąpać się w piasku. Wszystko razem zajmuje jej nie więcej niż dwadzieścia minut i cały czas przy tym głośno gada i marudzi. Jak przestaję ją słyszeć, to znaczy, że już wróciła na jajka.
Zaraz zacznę zakochiwać się w kurach...

Komentuj (7)

14.06.2013 (22:27)

Dowiedziałam się właśnie, JAK mój blogasek wygląda w eksplorerze, za przeproszeniem. Muszę tu podkreślić, że w zamierzeniu autorki jest on w szarościach i brudnym różu, aczkolwiek nie zawsze tak było.
Ale teraz jest...
Dlatego błagam, nie otwierajcie go w IE!


Wymyśliłam dziś z rana genialny pomysł, jestem z siebie dumna, jestem po prostu zachwycona. Od dawna już nie zrobiłam czegoś tak bardzo DLA SIEBIE, jak dziś.

Komentuj (3)

15.06.2013 (07:21)

W życiu nie marzyłam, że kiedyś będę mogła zrobić takie zdjęcia i że to będzie miejsce, w którym mieszkam, idę spać i budzę się codziennie...









Mam dziś gości. Najpierw zapraszam do stołu w ogrodzie, a potem pewnie przeniesiemy się do domu, bo to jednak nie tropiki... No, chyba, że wieczór będzie wyjątkowo ciepły.

A tu coś, co mnie teraz ciekawi bardzo!

Komentuj (2)

19.06.2013 (21:54)

Zaczęło się!



Komentuj (2)

20.06.2013 (14:51)

W Rzymie zmarł James Gandolfini, odtwórca roli Tony'ego Soprano z jednego z moich ulubionych seriali.

O Tonym już tu kiedyś pisałam... nie był przystojny, nie był miły ani uprzejmy, ani kulturalny...
A jednak, no cóż - kochałam go!

Komentuj (0)

20.06.2013 (22:04)

Dziś przez cały dzień przychodziły na świat kurczątka. Z jedenastu wysiadywanych jajeczek mam 10 piskląt, co jest świetnym wynikiem, jak na taki zupełny debiut. Jestem dumna z moich zielononóżek - kogutka, który w ubiegłą sobotę dostał na imię Antonio i pięciu kurek, bo to przecież od wszystkich pięciu były zbierane jajka do wylęgu.
A na największe uznanie zasługuje kwoczka, która dziś nie dała się już ściągnąć na jedzenie i czynności toaletowe, bo nie chciała opuścić swoich dzieci - zdjęta z gniazda natychmiast wróciła i karmiłam ją, podstawiając żarcie pod dziób. Była bardzo głodna i jadła łapczywie, ale z gniazda zejść nie chciała.

Przygotowałam już karmę dla piskląt, choć pierwszego dnia one jeszcze jej nie jedzą. Jest to mieszanka: kasza kukurydziana, kasza manna, drobniutka kasza jęczmienna, pokruszone płatki owsiane, bułka tarta i kawa zbożowa. Do tego będzie dodawana siekana drobniuteńko pokrzywa i krwawnik i to jest baza na start.









Komentuj (9)

22.06.2013 (22:28)

Kurczaczki nie marnują czasu i dziś już były pierwszy raz na wybiegu, a właściwie spędziły na nim cały dzień. W dwa dni musiał powstać cud inżynierii kurnikowej, czyli woliera dla piskląt, przylegająca do tej ściany kurnika, w której są małe drzwiczki. Woliera ma furtkę dla nas czyli dla obsługi, a od góry zabezpieczona jest przed kotami, a głównie przed Zuzanną, która z upodobaniem i skutecznie straszy kury od ubiegłego sezonu, a kto wie, czy nie chciałaby się poczęstować małym kurczaczkiem.





Pozostałe kury wchodzą i wychodzą teraz dużymi drzwiami, ale przyzwyczaiły się już do tego przez te trzy tygodnie, kiedy kwoczka siedziała na jajkach.
Kurnik wewnątrz też jest przedzielony, żeby dorosłe kury nie spotykały się z maluszkami.

Wczorajszy, pierwszy dzień życia małe spędziły z mamą w kurniku, ale dziś już około jedenastej szusowały po wybiegu.



Nie widziałam, jak wychodziły, ale jakoś dały sobie radę. Problem był z powrotem, bo nie mogły pojąć tego wchodzenia po pochylni, chociaż kwoczka pokazywała im to wciąż i wciąż od nowa. Wreszcie, biedna zrezygnowała i przysiadła na ziemi, a one wszystkie wlazły pod nią, jakby miały spać tam całą noc. Stary poszedł i udzielił pierwszej pomocy, czyli powkładał je po kolei przez drzwiczki i sama się dziwię, jak mu się udało złapać te małe warchlaczki, bo śmigają, jakby nie poruszały się na nóżkach, tylko miały kółka, a w dupkach silniczki.
Cały dzień pobierały nauki: wyszukiwania pokarmu, kąpieli w piasku, rozbiegania się na wszystkie strony i ponownej zbiórki przy mamie. Ona wszystko im pokazywała, a one naśladowały pilnie. Przeżyły też próbny alarm przeciwkotowy - zamarły wtedy w bezruchu i stały tak długą chwilę, razem z kwoczką.

Urządziliśmy im stołówkę na desce - woda w miseczce obciążona jest kamieniem, żeby nie właziły do środka. I tak trzeba ją często wymieniać, bo miseczka płyciutka, żeby się nie utopiły, więc woda szybko się nagrzewa w tym upale. A na litr wody dostają 1 vibovit (a w jakim wieku jest dziecko? - zapytała pani w aptece, widząc moje rozterki podczas zakupów).





Uwielbiam obserwować te zwierzęta, które mnie tu otaczają i robię to coraz bardziej wnikliwie, spokojnie i z uwagą. I niestety, w porównaniu, gatunek ludzki wypada całkiem do dupy.

Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów