Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


18.06.2016 (15:45)

Czerwiec trochę mnie przeczołgał z różnym sprawami, ale jakoś wszystko powoli się wyjaśnia. Po pierwsze, chociaż ZUS chciał mnie siłą wysłać do sanatorium, to jednak udało mi się załatwić zabiegi w trybie ambulatoryjnym, taki ekwiwalent sanatorium, ale na miejscu. Przez cały lipiec będę jeździć do Słupska codziennie oprócz niedziel, razem 24 dni zabiegów. Kosztowało mnie to wszystko trochę nerwów, ale dałam radę, dowodząc, że jak się pacjent uprze to i ZUS mu nie da rady!

Po drugie przenosiłam konto z debetem z jednego banku do drugiego i spędzałam upojne wieczory na rozmowach z konsultantami, zresztą bardzo sympatycznymi. Mam już nowe konto i debet w nowym banku, a więc został mi tylko rozwód z tym poprzednim i mam nadzieję, że to też przebiegnie sprawnie.
Gdybym spała na pieniądzach, to bym już dawno po prostu spłaciła ten debet i rozwiązała umowę... zresztą, co ja za bzdury wypisuję, przecież wtedy w ogóle nie miałabym żadnego debetu!

Młode kurki rosną zdrowo, są już zbliżone rozmiarami do tych starych, z tym że grzebyczki maja zdecydowanie mniejsze i bledsze, bo oczywiście nie znoszą jeszcze jajek. Jak zaczną, to chyba zacznę sprzedawać nadwyżki.

Mieliśmy już pierwszy miód w tym roku, jasny, wielokwiatowy. Bardzo lubię rozlewane miodu do słoików, to jest cudowna, energetyzująca robota. No i doszłam już do pewnej wprawy, nie rozlewam chochelką, jak na początku, tyko z dużego kubła bezpośrednio do słoików.

Jutro jedziemy razem z Młodym do Ustki na niedzielny obiad, fundowany przez Mamę, która za tydzień wybiera się na lato do Miasteczka.

Komentuj (0)

27.06.2016 (05:39)

Stary zawiózł Mamę na lato do Miasteczka.
Kołomyja zakończenia roku szkolnego zbiegła się z przygotowaniami do tego wyjazdu, więc w domu w zasadzie nie było sprzątane, a wręcz przeciwnie. Kiedy wyjechali, rozpętała się solidna burza i padało potem przez kilka godzin, co uniemożliwiło mi terapię ogrodową i uziemiło przy stoliku za domem z flaszką białego wina, bez którego nie dałabym chyba rady przeżyć tego wieczoru.
Przerażają mnie własne emocje i kłębowisko sprzecznych myśli, no ale jakoś powoli będę się z tego wyczołgiwać z zastosowaniem terapii ogrodowej.



W niedzielę od rana snułam się po domu, obsługując kolejny zestaw terapeutyczny: pralka-zmywarka-odkurzacz-mop i próbując przywrócić standard mieszkalny. Wychodziłam też od czasu do czasu do ogrodu, ale wszystkie wyjścia kończyły się pod świdośliwą, obsypaną dojrzałymi już owocami. Tam parkowałam i spożywałam, a jak się już obżarłam, to zapominałam, po co wyszłam, więc wracałam.
Ale udało mi się też trochę poogrodować. Rozsypałam trzy opakowania nawozu do róż co zajęło mi trochę czasu, bo przy okazji wyrywałam z różanek chwaściory, żeby ich bez sensu nie nawozić?
No i upiekłam sobie mały chlebek, będzie dziś na śniadanie z masłem albo wsiową śmietana i szczypiorem. Próbuję znów coś działać z dietą rozdzielną, ale czasem mi się chce, a czasem nie.

Wieczorem zjadłam w ogrodzie trochę pierwszych czereśni i malin!
Wykonałam też bojowe zdanie, które zawsze należy do Starego, a tym razem spadło na mnie: wystawiłam do poniedziałkowej wywózki szklane odpady, a było tego pięć worów napełnionych po demontażu betoniaka i wygrzebaniu spod niego śmietniska dziesięcioleci. Powywoziłam je po kolei na taczce i poustawiałam pod lipą przy szosie.

Betoniak - "przed" i "po" - najpierw widok od strony domu.





Po drodze było jeszcze "w trakcie"...



A teraz widok w stronę domu - tak było...



a tak jest; już wkrótce będzie tu rosła trawa.



Ale to już było i nie wróci więcej...

Tymczasem kwitną róże i jaśminowce, a wieczorami pachnie jak w raju.



Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów