Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.07.2008 (23:12)

Co zobaczyłam, to moje.
Będę pamiętać.

Rzym:






Pompeje:








Monte Cassino:


Nettuno:


Komentuj (3)

03.07.2008 (10:07)

Teraz, jak co roku, wyruszam do Miasteczka, poprzyjaźnić się z moją mamą. Jako gratis będzie nam towarzyszył Młody, którego misją będzie przynoszenie nam arbuzów w upalne dni.
Moje wiedźmy miasteczkowe też już są na miejscu i chłodzą drinki.
Jedziemy dziś wieczorem pociągiem, mam nadzieję, że podołam bagażom, bo coś mi kręgosłup odmówił posłuszeństwa po tych włoskich wojażach.
Z prac remontowo-porządkowych zaplanowałam sobie w tym roku malowanie okien w dużym pokoju mamy, mam nadzieję, że mi się to uda.

A w sierpniu... w tym roku ja i rybik spotkamy się chyba w tym samym miejscu!

Komentuj (1)

06.07.2008 (17:27)

Ciągnąc walizę i dźwigając plecak zmierzamy w stronę stosownego stanowiska na dworcu PKS w Kielcach. Jest 8.47. Na tabliczce z rozkładem jazdy widnieje godzina 8.45. Myślę, sobie: „o cholera, chyba właśnie odjechał”. I mówię to do Młodego. Jednak ktoś stojący obok mówi: „nie, jeszcze nie jechał”. „O, świetnie” – myślę sobie.

Czekamy. Czekamy pięć minut, czekamy dziesięć. No, pójdę chyba, zapytam w informacji.

Z daleka widać, że nieczynne, a na okienku z wielkimi napisami „Informacja” przylepiona jakaś kartka: „Do wiadomości podróżnych podaje się, że informacja znajduje się na zewnątrz w białym budynku ze szlabanami”. No kurna, tylko na którym zewnątrz, zważywszy, że wyjścia z hali dworca odchodzą promieniście w kilku kierunkach i to na dwóch poziomach.
Podchodzę więc do okienka kasy biletowej i pytam o mój autobus. A pani, wertując papiery, mamrocze: „no on powinien być punktualnie, ale chyba jest zawieszony. Zaraz, gdzieś tu była ta kartka z zawieszeniami, ale… no nie ma… nie mam tu tej kartki. Ale chyba on jest zawieszony.”

No to poszliśmy na pobliską stację busów. A potem narzekają, że im busy klientów podbierają.

Komentuj (1)

06.07.2008 (19:10)

Z obecności poprzedniej i bieżącej notki należy wnioskować, że udało mi się tu jednak zassać niezabezpieczoną sieć bezprzewodową. Blada ona jest i słaba jak tętno nitkowate, zanika szybko i nieoczekiwanie, pojawia się z rzadka i na chwilę i "siła sygnału: bardzo niska", ale jednak!
Hurrra!

Komentuj (0)

09.07.2008 (17:33)

W laptopie jest ciepło i przytulnie. Czy mogłoby to być dobre mieszkanko dla mrówek?
W domu mojej mamy grasują mrówki – włażą przez wszystkie okna, zapieprzają po parapetach i trzeba je, niestety, wciąż uświadamiać, że to nie one tu rządzą. I tak każdego roku latem.
Muszę pilnować mojego laptoka, żeby nie został ich gniazdem. Musiałabym wtedy wrócić bez niego do domu!

W kwestii malowania okien - byłam dziś w sklepie z farbami, zrobiłam rozpoznanie oferty rynkowej. Na ten tydzień wystarczy.

Dziś przychodzą do mnie moje dziewczynki. Podajemy martini bianco.
Ostatnie spotkanie na wiosce bardzo udane: dużo wódki, dużo jedzonka, dużo gadania, dużo śmiechu, nie za dużo spacerów. Spacery to prawie sport, a od sportu można umrzeć; znam takie przypadki.
No i telewizję też oglądałyśmy.
PlayboyTv.



Komentuj (1)

18.07.2008 (16:38)

Podczas pobytu w Miasteczku długie godziny spędzam na wpatrywaniu się w komunikat „trwa pobieranie adresu sieciowego”. Komunikat zresztą pojawia się tylko wtedy, gdy laptop stoi na parapecie w dużym pokoju, maksymalnie do prawej, a okno jest otwarte.
Przez 3 dni nie udało mi się połączyć ani razu; dziś nastąpiło wybawienie, coś drgnęło, szarpnęło i zassało na moment.
Sieć o nazwie kwiatowej bywa więc łaskawa dla mnie, nędznego złodziejaszka.

A dziś malowałam okno prawie sześć godzin; co prawda nie skończyłam, ale za to mam zajebiście wyraziste widzenie krajobrazu za oknem a za paznokciami frencz manicure. To pierwsze to myślę, że od oddychania znad puszki z farbą. Wychodzi jak od środków odurzających, tylko pewnie taniej. Ale co się trzeba pędzlem namachać!



Komentuj (5)

22.07.2008 (18:54)

No jakby ktoś miał wątpliwości, czy mój syn nie odbiega w tym roku od swojej normy, to właśnie dziś spędziliśmy większość dnia w przybytkach służby zdrowia; mamy na koncie skręcenie kostki nogi lewej z uszkodzeniem torebki stawowej, pełen gips do kolana, ale ze szczeliną dylatacyjną wzdłuż, gdyby zaczęło puchnąć, zastrzyki w brzuch i leżenie z nogą do góry.
Norma. Co zaś wykracza poza normę, to że jest to noga lewa, a nie prawa.

Mam teraz ten stan, który mi towarzyszy zawsze na początku jego unieruchomienia po kolejnych kontuzjach – jestem spokojna i szczęśliwa, Młody jest w domu, wiem na pewno, że niczego sobie nie uszkodzi, nie urwie, nie złamie i nie przetnie. Jest BEZPIECZNY!

Komentuj (5)

25.07.2008 (09:29)

Zastanawiam się, czy ten ktoś, kto wczoraj wieczorem usunął mnie z listy swoich znajomych na naszej klasie, wyrzucił również mój numer ze swojej komórki i maila z książki adresowej?

Jeżeli tak, to po jaką cholerę włazi tu i czyta mojego bloga?

Komentuj (1)

26.07.2008 (20:58)

L'Oreal Feria, nr 54, czysta miedź:



Komentuj (4)

27.07.2008 (23:19)

Niedziela w Miasteczku jest nudna jak flaki z olejem.
Nie można robić nic, na co by się miało ochotę - bo niedziela.

Na spacer z mamą nie chce mi się iść, bo głupio tak zostawić Młodego, który nie dość, że czerpie radość ze spędzania wakacji w towarzystwie dwóch starych bab, to jeszcze udupił się z tą nogą gipsową i iść z nami nie może.

Ulice są na ogół puste. Dzieciaki nie biegają po podwórkach, tam gdzie zwykle; pewnie żeby się nie pobrudziły.
Ożywia się nieco w porze przemarszu do i z kościoła. Pomijam motywy – kto chodzi z prawdziwej potrzeby ducha, a kto że „wszyscy chodzą to i ja chodzę” lub „zawsze chodzę, no to idę”.
Ludzie są poprzebierani za kogoś innego – widać, że powciskali się w garderobę, z którą na co dzień nie są zaprzyjaźnieni. Noszą ją dziwnie i wyglądają dziwnie.

Dzień zwieńczony udziałem w pogrzebie pewnej starszej pani. I coś obrzydliwego: w czasie mszy ksiądz rusza z tacą i w pierwszej kolejności podtyka ją pod nos siedzącym tuż przy trumnie członkom najbliższej rodziny zmarłej, którzy przecież wykupili tę mszę i kabzę już księdzu napchali!
Ciekawe, czy to tak wszędzie, czy tylko tu.

I skończyłam dziś oglądanie szóstego sezonu "Przystanku Alaska". I nie ma już następnego sezonu!
No i caluteńki dzień próżno czekałam na telefon.

Komentuj (3)

28.07.2008 (15:44)

Mama, zbierając pranie z balkonu: "Nie wiem, dlaczego to tak, ale ostatnio ja tu ciągle widzę po jednej skarpetce tylko..."
Młody: "Babciu, bo ja przecież teraz tylko jedną skarpetkę noszę!"

Zniecierpliwiona na Młodego, udaję, że biorę na niego zamach kijem od mopa. A on, odskakując: "Kalekę bijesz?"

Komentuj (0)

30.07.2008 (15:22)

A oto Sara, gospodyni na Korcach:



Komentuj (2)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów