Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2017
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


04.07.2017 (10:13)

Po powrocie - różnica dwudziestu stopni, ale wreszcie w domu! Ogród kwitnie, pachnie, szeleści i ćwierka. To pierwszy rok, że mamy dużo wróbelków. Gnieżdżą się pod podbitką dachu, ale też w zakamarkach jego blacharskich obróbek, drepczą wszędzie, ćwierkają, furkoczą skrzydełkami i radośnie obsrywają schodki swoimi małymi gówienkami!
Stary mówi, że to znaczy, że się zasiedliły i już będą z nami.

Wczoraj zdjęłam kartkę powieszoną w naszym sklepie i przestałam szukać Bogusi.



Na tej Malcie nauczyłam się lewitować - co prawda na wodzie, ale od czegoś trzeba zacząć.
W życiu nie przeżyłam czegoś takiego: kładłam się na plecach i leżałam. Nie trzeba było ruszać kończynami, żeby się utrzymać na powierzchni, a potem zauważyłam, że nawet nie trzeba napinać żadnych mięśni. Wkrótce doszłam do stanu, kiedy rozluźniałam kolejno mięśnie nóg, a ręce splatałam pod głową - zupełnie jakbym leżała na łóżku.
Znalazłam dość ustronne miejsce, gdzie mogłam być sama i spędzałam tak na wodzie sporo czasu, aż skóra na palcach mi się marszczyła, jak w dzieciństwie kiedy siedziałam zbyt długo w wannie.
Oczy miałam zamknięte, więc nic nie widziałam, uszy miałam pod wodą, więc nic nie słyszałam... i tak leżałam i leżałam, a woda kolebała mnie lekko - no coś niesamowitego.
Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, to były moje chwile spędzone z Mamą.

Komentuj (2)

25.07.2017 (23:03)

Najpierw cztery kilkudniowe maluszki zostały podrzucone w kartonie w okolice śmietnika w Lęborku, gdzie znalazła je jakaś dobra dusza, a było to 22 maja. Trafiły pod opiekę fundacji i od tej pory były odchowywane i przygotowywane do adopcji w domu tymczasowym.
11 lipca pojawiło się w sieci ogłoszenie o poszukiwaniu stałych domów dla trzech już tylko kociąt, bo jedno niestety nie przeżyło, a kiedy zadzwoniliśmy, okazało się, że kolejne z nich znalazło dom. Zostało do wzięcia rodzeństwo - braciszek i siostrzyczka. Umówiliśmy się na wizytę przedadopcyjną i postanowiliśmy przygarnąć te dwa śledziowe łebki.
Po leczeniu kataru kociego musiały jeszcze odbyć do końca kwarantannę i w piątek wieczorem zabraliśmy je do domu. Oto one - Tofik i Lucynka zwaną Lusią.









Komentuj (6)

28.07.2017 (20:57)

Mimo zapewnienia i odpowiedniej notatki w dokumencie adopcyjnym maluchy trafiły do nas zapchlone, co okazało się dopiero po dwóch dniach, podczas wizyty w lecznicy. My jako naiwne głupki nie sprawdziliśmy, czy małe nie maja lokatorów, bo jak napisane, że odpchlone, to odpchlone.
Dziś więc Tofik i Lucynka zostały odrobaczone, choć dostaliśmy z fundacji zapewnienie, że są też odrobaczone. Za dwa tygodnie czeka nas pierwsze szczepienie. Przy okazji zostały zważone i chłopiec waży 0,95 kg, a Lusia tylko 0,8.

Mieszkają z nami w sypialni, a codziennie przez jakąś godzinkę zapoznają się z zakamarkami reszty mieszkania, ale wtedy psy są w ogrodzie. Psy też już wchodzą do kociaków - pojedynczo i razem, ale w naszej obecności i pod nadzorem.

Małe są jeszcze niezbyt skoordynowane i na przykład załatwiają się w jednym końcu kuwety, a zagrzebują w drugim, więc bywa, że nad ranem budzi mnie nieopisany smród. Kto miał kiedykolwiek kota, wie o czym mówię.
Nie muszę dodawać, że tenże smród wcale nie budzi Starego - oto sprawiedliwość!
W związku z powyższym zamówiłam dziś krytą kuwetę, co mam poprawić mój komfort życia w kociarni. Wymyłam też porządnie wężem ogrodowym ramę z siatką (służyła nam do odgradzania małych kurcząt z kwoką od reszty kurnika), żeby w ciągu dnia wstawiać ją w drzwi sypialni. Dzięki temu psy i koty mogą się wzajemnie widzieć, a ja siedząc z laptopem w fotelu, wdycham nieco rozcieńczony zapach kocich ekskrementów i korzystam z dobrodziejstwa otwartych do ogrodu drzwi.
Kto ma pszczoły, ten ma miód, kto ma dzieci, ten ma smród - mawiano niegdyś.
Kocie dzieci też.

A jeśli mowa o pszczołach, to z miodem bardzo nędznie w tym roku.

Komentuj (2)

30.07.2017 (12:01)

Podsumowanie lipca w ogrodzie...























Komentuj (5)
Blogi
Barbarella
Etyka
NaWsi
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Gospodarstwo
Biodynamicznie
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów