Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


07.08.2005 (11:12)


Przyjechałam, jestem.

Teraz nie wiem, co mam robić najpierw i chyba potrzebuję ośmiu godzin przy kompie, żeby się odkopać z zaległości, a tego mój kręgosłup nie wytrzyma. Ściągnęłam pocztę - 154 wiadomości. Muszę i chcę napisać notkę z Rybika i podziękowania i uzupełnić logi. I tak już wszyscy zdążyli to zrobić przede mną i jak zwykle jestem na końcu łańcucha pokarmowego... eee... może jakiegoś innego jednak...

Na dworcu dziś rano przywitała nas cała reszta rodziny z piesią również. I nawet wyglądali, jakby się cieszyli z naszego przyjazdu. Jako, że podróż odbyłam w kuszetce, więc mogę zasiąść już teraz do kompa. Piwo mają tu w lodówce, więc się poczęstowałam. Teraz zaczynam czytać pocztę...

Wlałam trochę piwa w klawiaturę, ale zaraz zlizałam. Przynajmniej to, co było na wierzchu!

No to do zobaczenia na razie...


Komentuj (8)

14.08.2005 (16:03)


Problemy przemijają, ale w ich miejsce przychodzą nowe.

Teraz jestem w oczekiwaniu na wyrok, przynajmniej do wtorku, może dłużej. Ale nie o tym miało być w tym blogu i dlatego nie chce mi się pisać i dlatego nie było nowych notek.

Może nic się nie zmieni, a może będzie się musiało zmienić bardzo dużo. Wszystko zależy od wyroku.


Wczoraj wieczorem przeczytałam prawie całego bloga Eire. Trzymam kciuki, pozdrawiam i dodaję do linków.

Komentuj (7)

19.08.2005 (11:49)


Ja rozumiem, że w naturze jest ciągłe dążenie do równowagi.

Że jak się tu wypiętrzy, to tam się zapadnie. Że jak tu się polepszy, to tam się popieprzy. Że jak się czymś za bardzo ucieszysz, to potem trzeba się pomartwić i popłakać. Taka sinusoida.

Kiedy byliśmy młodym małżeństwem, często o tym rozmawialiśmy, o tej sinusoidzie. Mąż mi tłumaczył, że jak jest źle, to potem musi być dobrze. A jak jest źle źle, to potem musi być dobrze dobrze. Bo każde następne „dobrze” jest lepsze od poprzedniego, ale każde następne „źle” jest gorsze od poprzedniego. I tak rzeczywiście wtedy było i na grzbiecie tej fali wypływaliśmy i znów udawało się przetrwać trudne chwile.

Ale jak było za dobrze, to bałam się, czym trzeba to będzie okupić.

Teraz nie pozostaje mi nic innego, tylko muszę uwierzyć doświadczeniu i czekać...


Komentuj (4)

20.08.2005 (18:37)


Dzięki uprzejmości Gosi i Grzegorza, nieoczekiwanie znalazłam sie dziś rano w lesie. Nazbieraliśmy z synem dużo grzybów, w tym 16 prawdziwków, a więc uszka do wigilijnego barszczu mogą być spokojne o swój farsz. Bo uszka robię zawsze z samych prawdziwków.

Było też sporo różnej maści podgrzybków, garstka kurek i kilka takich srebrzystych grzybków(wg ludności tubylczej - niemki; wg atlasu grzybów - płachetka kołpakowata), które są po obgotowaniu świetne do różnych sałatek na zimno. No i podobno w occie też, ale ja octu nie jadam.

Nałazilismy się chyba ze 4 godziny, a że było trochę za gorąco na grzybobranie, to wróciliśmy wykończeni. Teraz zimne piwko i komputer, a potem jeszcze trzeba oczyścić te wszystkie grzyby, posegregować i poddać wstępnej obróbce.

W drodze powrotnej kupiliśmy jeszcze pstrągi i jutro na obiad będą pstrągi z grzybami i z pieczonymi ziemniaczkami. Mmm...

Starsze dziecko wyjechało na 2 tygodnie, a przedtem mniej więcej posprzątało swój pokój. Ludzie, czy Wy wiecie, że wreszcie będę mogła tam wejść i poodkurzać? I pościerać na mokro blaty, parapety itp. A pies będzie mógł, jak za dawnych lat, wskoczyć sobie na łóżko, a z łóżka na parapet i stamtąd oglądać świat (bo wreszcie udrożniona jest trasa, jaką w tym celu musi pokonać).


Moje problemy przeszły ze stanu ostrego w przewlekły, co oznacza, że będą obecne, ale już nie w tak dramatycznej formie. Mam nadzieję.



Komentuj (1)

21.08.2005 (21:42)


Dziś wypełniłam bolesną lukę w polskim rynku wyrobów cukierniczych.

Otóż... zamarzyła mi się kiedyś gorzka czekolada z migdałami. Ponieważ czekolady nie lubię, ale uwielbiam wyżerać orzechy*, a jeszcze lepiej migdały z czekolady, zaczęłam szukać na rynku odpowiedniego produktu. I nie znalazłam. Albo mleczna z migdałami, albo gorzka ale bez nich.

Kupiłam więc garść migdałów niełuskanych. Wyprażyłam je w ciepłym piekarniku, żeby stały się chrupkie. Dwie prostokątne miseczki wyłożyłam woreczkami śniadaniowymi. Nasypałam migdałów i zalałam je roztopioną w rondelku gorzką czekoladą. Byłaby za gęsta, więc dolałam trochę mleka (ale nie dodałam cukru, więc nie straciła na elegancji!). Miseczki włożyłam na pół godziny do lodówki.

Poczęstowałam mojego męża, ale nie powiedziałam mu, że w lodówce jest jeszcze druga miseczka...


*orzechy - nie mylić z "fasolą", czyli z orzechami arachidowymi vel fistaszkami, które są roślinami strączkowymi, zupełnie jak fasola


Meri, wypróbujesz?...

Komentuj (5)

27.08.2005 (12:51)


W myśl zasady, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej, mam następne zmartwienie.

Kto zna mojego syna, ten wie, że wkurzyć człowieka to on może potrafi, ale na pewno nie ma w sobie agresji. Dlatego też wczoraj dostał dwa razy w mordę od szesnastoletniej dresiary, której nie spodobało się coś, co powiedział. Zakrwawiony przyszedł do domu. Zważywszy, że panienka podobno zabawiała się już wkładaniem koleżance łba do sedesu, to należy się cieszyć, że Młodemu kamieniem w łeb nie przywaliła, na przykład.

W poniedziałek rano zawieziemy Młodego do szpitala. Tam bedzie miał pod narkozą nastawiany nos i ostatnie dni wakacji spędzi na szpitalnym łóżku, z nosem wypełnionym upchanymi szczelnie tasiemcowymi gazikami i z otwartym pyskiem, bo przecież jakoś trzeba oddychać.

Trzymajcie za niego kciuki.

Komentuj (6)

29.08.2005 (21:15)


Młody jest już po zabiegu. Wszystko trwało 7 minut. Kiedy go przywieźli na salę i przełożyli na łóżko, zaczął w półprzytomnym widzie coś mamrotać. Pochyliłam się nad nim i usłyszałam: "ja chcę jeszcze raz..."
Ten to ma poczucie humoru.
Teraz przed nim najgorsze chwile, największy ból i ten zapchany nos.

Wszystkim Wam, którzy do mnie dzwoniliście, pytaliście na gg i pisaliście maile i komentarze na tym blogu, serdeczne dzięki, również w imieniu Młodego.


A teraz jeszcze jedna refleksja z podobnej dziedziny. Mój ojciec wyszedł ze szpitala po dwóch tygodniach. W tym czasie:
-schudł 18 kg,
-przez pierwszy tydzień nie podawano mu tam leków przeciwko cukrzycy, natomiast podawano słodzoną cukrem herbatę,
-przez cały pobyt nie podawano leków na inną ważną chorobę, które stale bierze od dwóch lat,
-5 razy spadł w nocy z wysokiego łóżka na podłogę
-przestał kontrolować odruchy fizjologiczne

Mimo usilnych starań służby zdrowia przeżył, wrócił do domu, a nawet zaczyna jeść, chodzić i korzystać z łazienki.


Komentuj (2)

31.08.2005 (14:04)


Dalsze komunikaty są następujące:

Mam jej numer GG. Jest taka uprzejma, że informuje mnie na bieżąco opisami: "złamałam nos kolesiowi, czeka mnie kolejna sprawa", albo "nie ma mnie; jestem na policji na przesłuchaniu"
Dzieki temu trzymam rękę na pulsie. Policja powiedziała nam wczoraj, że będzie prowadzone postępowanie z urzędu, czy jakoś tak i jak widać z opisu nr 2 z chwili obecnej, wzięli się od razu do roboty.

A z balkonu widzę jej okna. Takich brudnych okien nie ma w całym tym bloku, ani w kilku sąsiednich.

I nie mam pojęcia, jak ona wygląda.

Komentuj (3)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów