Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


02.08.2006 (21:17)

Wróciłam do domu. Długo mnie nie było. Mam mnóstwo różnych zaległosci. Ale mam też nadzieję, że ta moja nieobecność/obecność_gdzie_indziej dała jakieś owoce i tu i tam.
Po owocach mnie poznacie?

Dobrze, że już wróciłam...

Na balkonie dżungla. Ścinam i suszę zioła, inne przesadzam, bo się rozrosły jak szalone w tym upale mniamuśnym; tak, te zboczeńce lubią taki upał, a jeszcze jak są podlewane obficie, to hoho!

Pokój pomalowany, ale nie żeby święty spokój miał za tym iść, a skądże! Jeden kolor super - kojący, spokojny, a jednocześnie pogodny. Ale drugi - jak w poczekalni na wsiowej stacji PKP w latach 70-tych ubiegłego stulecia. Będziemy przemalowywać i to czemprędzej.

Zegar chodzi i postukuje znienacka, gdy mu się już sprężyna bardzo rozkręci. Takie ma dodatkowe skurcze komorowe.

Czytam zaległe blogi, robię porządek w poczcie, a przede mną 3 odcinki LOSTa do obejrzenia.

No i dzieci nie ma, chata wolna :)


Komentuj (8)

07.08.2006 (14:54)

Pokój pomalowany; odnaleźliśmy wreszcie w sklepie dobry kolor farby. Remont u mamy i to doświadczenie z malowaniem dużego pokoju nauczyło mnie jednego: nie należy sądzić, że kolor farby uzyskany na ścianie będzie w jakimkolwiek stopniu podobny do tego na opakowaniu, lub na próbkach w sklepie. Byłam taka głupia, że się na to nabrałam i to 2 razy.

Oglądam na kompie "The Sopranos" od pierwszej serii. Wszystko by było dobrze, gdyby nie ten francuski dubbing. Może jestem zacofana, ale mi przeszkadza, że Tony nie ma swojego własnego głosu; albo Jennifer Melfi. No i w ogóle, że wszyscy ci Włosi gadają po francusku. Chociaż wiem, że jedynie słuszny Vinnetou mówił po niemiecku i nie ma przeproś.

Kocham Tony'ego Soprano. Nie jest ładny, wiem. Ani przystojny nie jest. A już żałośnie wręcz wygląda, kiedy robi tę swoją ciapciakowatą minę. No i ohydny jest, kiedy bije niektórych panów, czasem ze skutkiem nieodwracalnym. No ale to i tak nic a nic mi nie przeszkadza. Jest boski.


Komentuj (0)

08.08.2006 (09:59)

Takie miałam dziś śniadanko:



Mmmm...

Komentuj (9)

15.08.2006 (19:58)

No dobra, dziś insze posiłki.

Młody przyjechał z kolonii. Zaczęliśmy oczywiście od prania. Załadowałam do pralki pierwszy wsad skomponowany z zawartości plecaka, poprzedzając fakt pytaniem: "czy kieszenie, synku, opróżnione?". W odpowiedzi usłyszałam: "tak, mamusiu, na pewno w kieszeniach nic nie ma". Pomyślałam: "no proszę, mój syn, jaki przewidujący".
Bo ja głupią kobietą byłam.

Albowiem już po godzinie okazało się, że Młody szuka gorączkowo komórki i od razu się wydało, że musimy jeszcze tylko przeczekać wirowanie i będzie koniec programu - tego programu, na którym prały się spodnie, z kieszeniami co prawda opróżnionymi, ale nie z komórki...
Teraz komórka (kupiona w czerwcu, nowa, z umową na 2 lata Era Fun) suszy się, a my nie ustajemy w modlitwie.

Poprzednia komórka Młodego po kąpieli w muszli sedesowej wyschła i po paru dniach, kiedy już chcieliśmy ją wyrzucać, zadziałała. Ale to nokia była.
A ta nie jest...


A poza tym jestem dotknięta do żywego, bo z powodu święta bogoojczyźnianego usunięto z dzisiejszego programu jedynki 3 odcinki LOSTa, na które czekałam cały tydzień. To ja się tak nie bawię!

Komentuj (3)

18.08.2006 (11:19)

Wczorajszy LOSTowy maraton filmowy sponsorował Delajati.
Dziękuję :)
Było bosko!

Komentuj (1)

19.08.2006 (12:55)

Wczoraj przyszła do nas w gości pewna mała Zula:



Komentuj (0)

22.08.2006 (22:16)

Niniejszym pragnę zawiadomić Państwa, ze wyprana w 40 stopniach z wirowaniem komórka odeszła od nas na wieki. Była z nami krótko, bo tylko dwa miesiące i z nie najlepszej strony dała się poznać w tym czasie. Wystarczy wspomnieć, że z dziesięć razy przycięła mnie pocztą głosową w czasie pobytu Młodego na kolonii.
Ale nie bądźmy małostkowi - niech spoczywa w spokoju.

P.S.
Pi dziękujemy za modlitwę.

Komentuj (4)

24.08.2006 (11:00)

Od wczoraj mam laptoka i tym sposobem nie jestem już jedyną osobą w rodzinie, która nie ma własnego kompa (a swoje wszystkie skarby przechowuje gościnnie w kompie męża, najczęściej zajętym).
Teraz już koniec z czyhaniem na wolny komp.
Z moim laptokiem będę chodzić do łóżka i będę sobie tam oglądać filmy - z dala od tego kretyńskiego telewizora. I będę do niego miała net bezprzewodowy.
Nie wiem tylko, jak mu dać na imię. Propozycje mile widziane :)

Komentuj (8)

27.08.2006 (13:53)

Cały rok się włóczę po tych naszych babskich imprezach, wreszcie chata_prawie_wolna, a więc i ja mogłam zaprosić dziewczynki do siebie.
Młody spacyfikowany w swoim pokoju i biegający na posyłki do sklepu, a my - dużo żarcia, duzo wina, dużo śmiechu (w tym jedna ciężarna i jedna kierowca).
Nie ma to jak sabat czarownic.



Komentuj (9)

28.08.2006 (15:28)

Suszę jarzębinę do zimowych rozgrzewających herbatek. Uwielbiam ten smak z charakterystyczną goryczką.



Komentuj (3)

29.08.2006 (22:00)

Dziś, angażując Młodego, wyruszyłam na sprzątanie piwnicy. Znaczy - wyrzucanie z piwnicy rzeczy, które były tam wynoszone "no bo przecież jeszcze może się przydać", ale nigdy od tego czasu się nie przydało. I nie przyda, nie oszukujmy się!

Ja wiedziałam, że tam są rzeczy bezużyteczne i bez sensu, ja się spodziewałam mniej więcej. Ale kiedy zobaczyłam, co tam jest w tych niezliczonych torbach, skrzynkach i pakunkach, nabrałam naprawdę bardzo złego zdania o intelekcie mojego męża. Bo to on to wszystko tam zanosił.

Ja albowiem do piwnicy nie uczęszczam.
(Od czasu, kiedy pełna dobrych intencji, sięgając w głąb półki piwnicznej, rzuciłam okiem w dół i zobaczyłam w skrzynce kota. Byłego kota. Z wrzaskiem przybiegłam do domu po ratunek, zostawiając oczywiście otwartą piwnicę i obiecałam światu, że więcej tam nie idę, nie ma mowy!)

Minęły lata, dziś się złamałam. Postanowiłam pożytecznym czynem zaakcentować ostatnie dni wakacji.

Komentuj (2)

30.08.2006 (14:18)

Składniki:
- 1 kg owoców jarzębiny
- 0.5 l wody
- 0.5 kg cukru

Sposób przyrządzania:
Jeśli zebrałeś jarzębinę przed przymrozkami, przełóż owoce do miski, zalej wrzącą wodą, zagotuj i odcedź. Powtórz to wszystko jeszcze raz.
Jeśli zebrałeś owoce już po przymrozkach, wystarczy, że raz zalejesz je wrzącą wodą i doprowadzisz do wrzenia. Teraz ugotuj syrop z cukru i wody. Wrzuć jarzębinę, podgrzewaj 15 minut, aż stanie się szklista. Gorącą konfiturę przełóż do słoików i szczelnie zakręć.
źródło

Oto proces produkcyjny:


A to efekt końcowy:


Komentuj (6)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów