Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.08.2007 (20:58)

Jestem już na resztkach netu, nowe notki po niedzieli, jak już wrócę do domu. Tam Internet wpłynie do laptoka kaskadą i będziemy szaleć.

Komentuj (2)

09.08.2007 (00:12)

Jestem już, ale nie najlepiej zaczął się ten mój powrót do domu. Złe wiadomości, przykre zdarzenia, ale jakoś muszę się pozbierać i przystąpić do działań. Święty spokój nie jest mi pisany. Mam zamiar podjąć Inicjatywę Obywatelską, a w każdym razie muszę spróbować.

Tak długo mnie nie było, że trochę mi dziwnie w moim własnym domu, odzwyczaiłam się. Dzieci na razie nie ma, mam czas się rozkręcić.

Zniknęło drzewo, piękny sumak, który rósł przed moim blokiem, tuż przy wejściu do klatki. Podobno był chory, podobno już w tym roku nie wypuścił liści. Zupełnie tego nie zauważyłam, ale bez niego strasznie jakoś...

Boję się cokolwiek planować...

Komentuj (3)

10.08.2007 (17:18)

Kupiłam arbuza. Kupiłam też dwa melony. Kupiłam pieczarki, pomidory, koper włoski, cukinię i pęczek włoszczyzny. Kupiłam oliwki i ser pleśniowy. Zioła mam na balkonie, super.

A potem zżarłam michę flaków i teraz nie mogę oddychać. Muszę się położyć.

Jak to dobrze, że latem jest tyle produktów, z których można łatwo przygotować lekki, zdrowy posiłek.

Komentuj (3)

14.08.2007 (21:33)

Jutrzejszy dzień spędzę w pociągu do Wrocławia. Tam będą czekać na mnie trzy dziewczynki. Przede mną kilka miłych dni, no i w końcu zobaczę nowy dom Gosieńki, który podobno stoi na takim zadupiu, że nie ma tam niczego (Kononowicz to przewidział: "nie będzie niczego" - mówił), a nawet nie ma tam adresu. W każdym razie, jak ją pytałyśmy o adres, to robiła głupie miny i nie wyciągnęłyśmy z niej żadnych namiarów. Zobaczymy.

Mój mąż dzisiaj mnie zaskoczył. Zadałam mu w ciągu dnia wiele pytań, na wszystkie odpowiedział: "nie wiem", co stanowi normę, wzorzec z Sevres, powiedziałabym nawet.
Aż tu nagle nastąpił nieoczekiwany zwrot wydarzeń.
Prasując serwetkę dla Gosieńki, zapytałam, ale tak retorycznie, nie oczekując żadnej odpowiedzi: "gdzie ja postawiłam moją kawę?" i chciałam wyjść szukac jej w kuchni. A tu słyszę radosny głos: "tutaj, tu jest twoja kawa". No normalnie wryło mnie w ziemię.
To jednak miło, że własny mąż jest w stanie zaskoczyć człowieka po tylu latach.

A to serwetka - robiłam ją rok z okładem!



Komentuj (2)

20.08.2007 (09:04)

Dziś w nocy zakończyłam swój romans z serialem „Sześć stóp pod ziemią”. Jest to, moim zdaniem, najlepszy serial, jaki istnieje – choć, oczywiście, nie oglądałam wszystkich seriali świata.
Miałam tej nocy sesję – ostatnie 5 odcinków piątego sezonu. Oglądałam do czwartej w nocy, spłakałam się jak dziecko, jestem niewyspana i z tymi spuchniętymi powiekami muszę stawić czoła poniedziałkowi. Paradoksalnie, to obejrzenie ostatnich odcinków przyniosło mi ulgę. Byłam ostatnio pełna niepokoju, że tak mało mi już ich zostało i co wtedy, jak obejrzę już wszystkie?
I nic. Obejrzałam, skończyły się, mam to w pewnym sensie z głowy. Ale na pewno obejrzę wszystko jeszcze raz od początku.

Komentuj (3)

22.08.2007 (16:40)

To spotkanie z moimi dziewczynami bardzo mi było potrzebne. Dużo jadłyśmy i piłyśmy, dużo gadałyśmy, a na stole paliła się świeca WigilijneDziełoPomocyDzieciomCaritas2005. Starałam się zapisać z tych rozmów to i owo, przynajmniej dopóki długopis był mi posłuszny. Było niby podobnie, jak w Miasteczku, ale jednak zupełnie inaczej – w nowym pięknym domu MJ, otoczonym kwitnącymi łąkami, widocznymi aż po horyzont ze wszystkich okien. MJ zrobiła świetne ciasto, o którym oczywiście opowiadała, że się nie udało. Miała też wspaniałą kaszankę z Miasteczka w czeluściach zamrażarki i drugiego wieczoru zażądałyśmy tej kaszanki kategorycznie.
Z nowości – robiłyśmy tabelę, w jakim wieku nasze mamy zostały babciami po raz pierwszy i jak to się ma do wieku, w którym BS została babcią. Nie pamiętam, co nam wyszło.

Z rozmów:

KtóraśTam: Dzieci rodziców nie szanują, wnuki są niedobre…
BS: Moja wnuczka jest dobra!
(wnuczka ma 9 miesięcy)

BS: Jak z wami piłam, to zapomniałam dwóch tabletek łyknąć.
MJ: Jak to dwóch, jak jeden dzień piłaś?!
(o tabletkach antykoncepcyjnych)

MJ do BS (wtrącając się do rozmowy): Przepraszam, że przeszkadzam, ale twój mąż nawet nie dal znaku, że dojechał... Widocznie dojechał!

MJ: To gdzie teraz idziemy? (po dwugodzinnym łażeniu po różnych sklepach galerii handlowej)
MB: Teraz już jedziemy do domu. Już jest wieczór i można zacząć pić.

I jeszcze ze spotkania lipcowego, kiedy to uciekając przed deszczem przeniosłyśmy się z grillowanymi smakołykami i zastawą do domu:
MJ: Brakuje mi tu sztućców dla jednej osoby. Czy komuś upadł komplet sztućców?

Komentuj (0)

26.08.2007 (10:26)

Nasi sąsiedzi zbudowali dom. No i wyprowadzili się i przestali być naszymi sąsiadami.
Ale te dwadzieścia parę wspólnych lat nie może zniknąć tak nagle i nawet nie chciałabym tego. Byliśmy u nich wczoraj, wraz z innymi sąsiadami, którzy są jeszcze, owszem, moimi sąsiadami, no ale nie są już sąsiadami moich byłych sąsiadów.

Wszyscy znajomi się gdzieś rozpełzają, znikają, wyprowadzają się na wiochę.
Ja też się wyprowadzę. Na razie nie mam prawa nawet o tym myśleć, ale ja to już wiem. Mam tym napełniony cały łeb. My dwoje z psami w wiejskiej chałupie, na środku łąki na skraju lasu. Dzieci są dorosłe, przyjeżdżają do nas ze swoimi rodzinami, ale żyją już własnym życiem...
Tak będzie!

Komentuj (0)

28.08.2007 (13:59)

Uwaga, piecze się danie eksperymentalne. Z wczorajszych ruskich pierogów zostało mi dość dużo farszu. Wymieszałam dziś ten farsz ze startymi na grubej tarce czterema dużymi ziemniakami i całą cukinią, które poodciekały sobie trochę na sitku, wypuszczając dużo wody. Dodałam vegetę i pieprz, posiekany koper, wymieszałam.
Połowę tej ciapachy wyłożyłam do brytfanny, na tym poukładałam zamrożone filety z łososia, a potem resztę ciapachy. No i posypałam trochę żółtym serem.

Teraz czekam. Co do smaku nie mam obaw, natomiast co do konsystencji, owszem.

Dla wnikliwych czytelników (już oni wiedzą, o kogo chodzi): to była notka godna feministki; to może dodam jeszcze, że wcześniej szorowałam kafelki i fugi w kabinie prysznicowej.

Komentuj (0)

29.08.2007 (17:44)

Wczoraj odwiedziła mnie koleżanka z dawnych lat. Nie widziałyśmy się dawno, ale nic się nie zmieniła.

Siedziałyśmy dość długo, dużo mówiła, ja słuchałam:
-jestem na poziomie,
-jestem inteligentna,
-moje dzieci są takie mądre,
-mój facet jest tak we mnie zakochany
-jestem gwiazdą,
-wchodzę, wszyscy pytają, co to za laska

Po jej wyjściu próbowałam nawet trochę ćwiczyć te kwestie w domu...

No, przepraszam. Mam nadzieję spotkać ją znów za 12 lat.

Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów