Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


04.08.2016 (11:35)

W Gospodarstwie gorąca atmosfera - szykujemy się na przyjęcie gości z różnych stron Polski, znanych mi w większości tylko z ogrodowego forum internetowego. Razem z nami mają być dwadzieścia cztery osoby i to będzie z pewnością nasz rekord.
Zaopatrzenie imprezy w jadło i napitki zostało rozdysponowane pomiędzy uczestników spotkania, planowana jest też wymiana sadzonek, nasionek i ogrodowych plonów.
Jakoś mało się denerwuję, jak na mnie, może dlatego, że nie cała odpowiedzialność jest na mojej głowie. Cieszę się, że poznam wreszcie osoby, z którymi od kilku lat mam codzienny kontakt w sieci.

Przyjedzie z dziesięć samochodów, więc Stary wyszykował za ogrodem miejsce parkingowe, jak pod supermarketem. Z pomocą przyjaciół zostało poukładane drewno opałowe, co pozwoliło uporządkować i wykosić teren.



Dziewięcioro gości nocuje u nas w domu, reszta ma wynajęte różne kwatery przy okazji spędzanych nad morzem wakacji, a część przechwytuje koleżanka ogrodniczka mieszkająca niedaleko.

Pierwsi goście przyjeżdżają w piątek, ostatni wyjeżdżają w poniedziałek, ale zasadnicza impreza zaplanowana jest na sobotę.

Jestem już po lawendowych żniwach, a przycięte i odchwaszczone krzaczki odpoczywają. Powoli wypuszczają nowe pędy i może zakwitną jeszcze trochę we wrześniu, a może znów przymrozek będzie szybszy, jak rok temu.



Komentuj (4)

16.08.2016 (20:39)

Było, minęło! Nie wiedziałam, że to takie łatwe – organizacja zlotu, pfff! Wszyscy goście dopisali - byli dorośli, dzieci i nawet jeden pies. Przyjechali z Warszawy, Szczecina, Łodzi i Gdańska, ze Śląska, Borów Tucholskich, Kaszub, Dolnego Śląska i Pomorza. To dziwne, ale zupełnie nie odczuliśmy uciążliwości skakania wokół tylu ludzi, bo goście sami skakali koło siebie.



Była to barwna grupa interesujących indywidualności i na tyle osób tylko jedna była wkurzająca, więc to naprawdę nieźle! Niektórych już znałam, ale większość widziałam pierwszy raz. Za rok spotykamy się chyba na Podlasiu.



Dostałam piękne prezenty, w większości związane tematycznie z kurami, ale też śliczne skórzane rękawiczki do pracy przy różach - tak delikatne i mięciutkie, że chyba przetestuję je zimą do normalnych zastosowań rękawiczkowych, a ewentualnie od przyszłej wiosny do róż.




Kot Bogusia jest wyleczony, a uszka zostały nawet wewnątrz sprawdzone kamerą. Pod koniec sierpnia mamy przyjechać do szczepienia.
Bogusia traktuje mnie chyba jak swoją mamusię: non stop leży mi na klacie, kiedy czytam na leżąco lub korzystam z laptopa. Nauczyła się od razu podsuwać całym ciałem pod moją brodę, bo wie, że jak mi będzie zasłaniać, to ją wywalę. Albo położę. Ale jednak czasem wywalę.
Jeszcze nie widziałam takiego kota-pieszczocha i jeszcze nigdy nie byłam tak zżyta z żadnym kotem! Delikatnie miękką łapką ze schowanymi pazurkami przytrzymuje sobie moją twarz i próbuje mnie polizać, albo podgryzać mi leciutko brzeg nosa, ale tak bardzo bardzo ostrożnie.
Jak już się napieści, to układa się na mnie do snu i mruczy głośno, a ja się czuję jak wielkie pudło rezonansowe.
Jak ja we wrześniu pójdę do pracy? Przecież będzie tęsknić!





Komentuj (3)

24.08.2016 (20:28)

To ostatni taki tydzień, kiedy mogę nie wiedzieć, jaki jest dzień tygodnia. Wakacje się kończą i znów będę dreptać jak ten chomik w kołowrotku, zgodnie z harmonogramem, utartymi ścieżkami, znanymi tekstami...
Z rzeczy niezwykłych i niecodziennych - w listopadzie jadę na dwa tygodnie do najprawdziwniejszego Oxfordu! Będę tam mieszkać u rodziny angielskiej i konwersować przy śniadaniu o pogodzie, a przez resztę dnia nabierać doświadczeń lingwistyczno-edukacyjnych.

Po sierpniowych deszczach ogród jest namoknięty niczym gąbka; róże wyglądają jak stare szmaty, a zaraza ziemniaczana zżera pomidory. Przeważającą tonacją zapachową są psie gówna i gnijące śliwki, więc z wielką nadzieją wyglądam najbliższych kilku dni, które mają być podobno ciepłe i suche.
Fajnie, jak się ogród sam z nieba podlewa, ale co za dużo, to niezdrowo.

Idzie jesień, czas kupować nowe róże.

Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów