Dziś, angażując Młodego, wyruszyłam na sprzątanie piwnicy. Znaczy - wyrzucanie z piwnicy rzeczy, które były tam wynoszone "no bo przecież jeszcze może się przydać", ale nigdy od tego czasu się nie przydało. I nie przyda, nie oszukujmy się!

Ja wiedziałam, że tam są rzeczy bezużyteczne i bez sensu, ja się spodziewałam mniej więcej. Ale kiedy zobaczyłam, co tam jest w tych niezliczonych torbach, skrzynkach i pakunkach, nabrałam naprawdę bardzo złego zdania o intelekcie mojego męża. Bo to on to wszystko tam zanosił.

Ja albowiem do piwnicy nie uczęszczam.
(Od czasu, kiedy pełna dobrych intencji, sięgając w głąb półki piwnicznej, rzuciłam okiem w dół i zobaczyłam w skrzynce kota. Byłego kota. Z wrzaskiem przybiegłam do domu po ratunek, zostawiając oczywiście otwartą piwnicę i obiecałam światu, że więcej tam nie idę, nie ma mowy!)

Minęły lata, dziś się złamałam. Postanowiłam pożytecznym czynem zaakcentować ostatnie dni wakacji.


Tak napisali inni:

kotul

  30.08.2006, 10:58   217.96.97.147
Wywalisz z piwnicy i zaraz sie okaze ze jednak poglo sie przydac..... ;>

el

  30.08.2006, 08:15   83.14.138.146
dzielna mam..
Ownlog.com :: Wróć