Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


08.09.2005 (19:22)

Moja córeczka dziś po południu zaczęła gwałtownie udawać grzeczną dziewczynkę; poodkurzała mieszkanie, schowała do szafy maszynę do szycia, oczekująca na to od rana, a potem nagle i znienacka postanowiła mnie nauczyć dodawać zdjęcia na bloga, o co prosiłam od dawna. Efektem jest ta piękna róża na balkonie, która zakwitła mi burzą kwiatów jak panna młoda.



Następne zdjecie dodam na pewno całkiem samodzielnie, korzystając ze sporządzonej na kartce ściągi.

Komentuj (5)

14.09.2005 (19:57)


Młody bardzo chce wyjść na rower, ale najpierw musi udowodnić, że nauczył się historii (odkrycia geograficzne).

Ja rozmawiam przez telefon, jemu się śpieszy, więc siostra bierze książkę i go przepytuje.
-W którym roku Kolumb dopłynął do wybrzeży Ameryki?
Pada prawidłowa odpowiedź, a nawet nadprawidłowa, bo z datą dzienną.

Następne pytanie:
-A ile było...
-Trzy!
-Dobrze. Czego?
-Statków, które brały udział w wyprawie Kolumba.

:)

Komentuj (7)

18.09.2005 (13:09)


Dziś rano posprzątałam pięknie całe mieszkanie, nie zważając, że "niedzielna praca w gówno się obraca". A nawet, ryzykując lincz z rąk sąsiadów, zmyłam schody do połowy. W kuchni duszą się bitki z indyczej piersi z papryką, a z piekarnika pachnie już ciasto ze śliwkami.

Teraz sobie siedzę, trochę klikam, trochę przeglądam i trochę czytam znajome blogi, bo mi się zaległości narobiło. W tle płyta Daukszewicza "Zadupie". Świetne teksty, refleksyjne, smakowite, czasem śmieszno-gorzkie, ale zawsze prawdziwe, nawet patriotyzm w nich nie wkurza. Jak zawsze, trochę się przy tym pośmieję, trochę popłaczę, a już nieodmiennie rozwala mnie "Nadzieja":

Hej, przyszli dziś złodzieje zabrać mi nadzieję
pod sercem ukrywaną na przyszłość nieznaną.
Hej, proszę was serdecznie, weźcie co innego,
nie czyńcie wy z człowieka aż tak ubogiego.

Mam kożuch używany, ręcznie haftowany,
co wam złodzieje szkodzi w baranicy chodzić?
W skrzypiące tęgie mrozy kożuch was ogrzeje,
ja zimy te przechodzę spowity w nadzieję.


Komentuj (2)

28.09.2005 (17:21)



To jest Wacek na moim balkonie, na gałęzi brzózki, z pęczkiem trawy w dziobie.

Różne takie wacki przylatują na nasz balkon, poćwierkają, poskaczą i odlatują. I oczywiscie denerwują mi psa.

Czasem, bardzo rzadko, Wacek odwiedza nas w domu pod naszą nieobecność. Można to poznac po śladach, jakie zostawia. A kiedyś nawet się zdarzyło, że wleciał do pokoju, kiedy ja tam byłam. Usiadł na komodzie, zrobił kupkę i wyleciał z powrotem.

Komentuj (7)

30.09.2005 (09:55)


Trach! Pękła pępowina...

Ja wiem, że już czas i że to tylko fizyczne oddalenie...

Ale i tak boli.

Komentuj (4)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów