Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
2006
2005

FB
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


01.09.2008 (20:39)

Jeden psikutas tak mnie dzisiaj wyprowadził z równowagi, że zepsuł mi całe popołudnie. I wypłakałam trochę łez, tracąc z organizmu niezbędną do życia wodę.

Ale na wieczór zastosowaliśmy sobie ze starym terapię w postaci piwa i czipsów solonych, nie powiem jakich, bo nie będę na moim jakże popularnym i poczytnym blogasku (o liczbie odwiedzin około 30 dziennie) robić reklamy jakiejś trucicielskiej firmie.

Jestem po pierwszym piwie, co pozwoliło mi nabrać dystansu do wydarzeń dnia minionego. Albowiem jestem silną kobietą, która wie, po co chodzi po tej ziemi i nie dam się sponiewierać na dłużej takiemu psikutasowi.
Enter.

Komentuj (6)

10.09.2008 (10:09)

Nie pisałam parę dni, bo miałam trochę stracha przed mającymi nadejść wydarzeniami.
Oddałam się otóż na wczorajszy dzień w pazury służby zdrowia, dzięki czemu mogłam sobie przypomnieć, że anestezjolog, to ktoś, kto zachodzi nagle leżącego człowieka zza głowy i mówi: "dzień dobry" z łagodnym uśmiechem.

Poza tym stwierdzam, że to znaczne utrudnienie dla pacjenta, że pielęgniarki przestały nosić te tektury rozpoznawcze na włosach i nie wiadomo, kto salowa a kto piguła; dopiero trzeba podejść blisko i bezczelnie wgapić się w jej klatkę piersiową z przypiętym tam identyfikatorem. Krępujące cokolwiek.

Przypomniano mi również, że składam się z NIP-ów i peseli, żebym nie miała złudzeń.

Poza tym dziś w Genewie przełomowy eksperyment pod hasłem: wprawianie w ruch protonów pędzących z przeciwnych kierunków i zderzanie ich ze sobą i co z tego wyniknie.
Podobno mogą wyniknąć cząstki podobne do tych, które istniały na początku dziejów Wszechświata.
O mójboże!

Komentuj (2)

11.09.2008 (12:27)

Śniło mi się wczoraj, że idę ulicą i śpiewam.
Było to w Krakowie, szłam Grodzką, potem przez Rynek, koło empiku i Kościoła Mariackiego. Śpiewałam głośno i inni ludzie chyba też śpiewali, ale każdy sobie coś tam innego i nie słyszałam ich.
Potem weszłam we Floriańską i tam natknęłam się na idącego z naprzeciwka młodego, długowłosego chłopaka, szczupłego, ze słuchawkami w uszach, w wełnianej czapeczce na głowie. I on śpiewał to samo, co ja.
Była to któraś z piosenek Grechuty i kiedy mijałam tego chłopaka nasze głosy zabrzmiały razem, jakbyśmy śpiewali chórem, jakbyśmy się umówili!
To było niesamowite.

Komentuj (6)

14.09.2008 (10:28)

Korzystając z wczorajszego zbiegu różnych okolicznościowych liczb w mojej rodzinie, kupiłam tę kumulację - skreślaną ręcznie i taką na chybił-trafił. Robię to z rzadka raczej, więc przy okienku kolektury zachowuję się jakby z lekka upośledzona umysłowo. Pani jednak mi pomaga fachowym instruktażem.
I myślałam, że tym razem wygram, chociaż cokolwieczek.
Ale gówno. No nic, muszę próbować.

Dziś na obiad pstrągi z kurkami i do tego pieczone ziemniaczki.
A na deser tort z bitą śmietaną i wiśniami wg przepisu Asi J. Tylko najpierw muszę go dokończyć...

Komentuj (4)

16.09.2008 (22:55)

Moja Dumka, moja słoneczna kochana psinka z loczkami ma nowotwór.
W lipcu wet wyciął jej mały guzek na brzuchu, odnaleziony tam zupełnie przypadkiem i wysłał do badania. Wczoraj przyszedł wynik - mięsak. Parszywe paskudztwo, które szybko się wysiewa, najpierw do płuc.
Leczenie chirurgiczne, bo niepodatny na chemię czy radioterapię.

Na zdjęciu rtg płuc nie widać przerzutów, jednak tchawica wygląda jakoś dziwnie, jakby była wygięta w jednym miejscu. Może coś ją uciska, coś, czego na zdjęciu jeszcze nie widać. Jeszcze.
Kolejne badanie w połowie grudnia, chyba, że wcześniej pojawiłoby się coś niepokojącego, np. kaszel.

Być może nowotwór był tylko w tym guzku i został usunięty. To wersja megaoptymistyczna.
Ale mało prawdopodobna, jak powiedział lekarz.


Fot. Bies

Komentuj (6)

24.09.2008 (06:38)

W zeszłoroczne wakacje Młody przez przypadek wylądował w końskim świecie na tydzień i zaraził się. Jak wrócił, to od razu wykrzykiwał, że za rok też. Pojechali więc w sierpniu oboje.

I takie ładne zdjęcie zrobiła Yen swojemu małemu braciszkowi.
Konik to Gusia. Yen mówi, że Gusia, to jest taki konik, że jeśli ktoś nie kocha Gusi, to znaczy, że jest głupim kretynem i nie ma co z nim w ogóle gadać.



A ja mam herzklekoten z powodu zaczynających się domowych ruchów ludności, to znaczy: Młoda jedzie na studia. Wraca do Krakowa, będzie w tym roku mieszkać w "Piaście".
Ach, jakbym sobie pomieszkała w jakimś "Piaście", chociaż przez pół roku!!!
Ale przynajmniej dwadzieścia lat temu.

Ponieważ świat jest teraz taki nowoczesny i wszystko tak burzliwie się rozwija, te różne wirtualne sprawy, to mam nadzieję, że kiedyś WSZYSTKO będzie możliwe. I wyjadę sobie na przykład na ferie wiosenne na tydzień do Nawojki, rok 1984, Kraków ul. Reymonta 11, pokój czteroosobowy z łóżkiem piętrowym (na portierni pan Sylwek z panem Bronkiem na zmianę).

Komentuj (0)

25.09.2008 (21:49)

W tym nieszczęsnym kraju porąbanym wymyślono właśnie obowiązkowy egzamin z języka na zakończenie gimnazjum, który odbędzie się pierwszy raz w tym roku szkolnym. Trzecioklasistów poinformowano o tym kilka miesięcy temu. Wyniki tego egzaminu do niczego nie będą potrzebne, a przy rekrutacji do szkoły średniej nie będą brane pod uwagę.
No, chyba że w 2012. Bo od 2012 będą.

To po jaką cholerę oni mają ten egzamin pisać już w tym roku? No po co? Po co biednej naszej udręczonej ojczyźnie dokładać koszty opracowywania i drukowania testów, a potem opłacania egzaminatorów, którzy muszą je sprawdzić.

A mogło być tak pięknie:
-wymyślają test z języka na zakończenie gimnazjum, ok
-następnie szkolą nauczycieli (którzy będą musieli nieco inaczej niż dotychczas uczyć w gimnazjach), opracowują programy nauczania, materiały dydaktyczne
-następnie rozpoczynają nauczanie wg nowych zasad uczniów, którzy już od 1 września w klasie pierwszej wiedzą, że na koniec gimnazjum piszą test z języka.
A tak, to znowu od strony dupy się wszystko robi.

A ciekawe, jakie konsekwencje poniesie uczeń, który nie przystąpi do egzaminu z języka, no ciekawe?

Komentuj (1)

26.09.2008 (10:14)

Lubię szybko zbiegać ze znajomych schodów po dwa stopnie. Kiedyś się zabiję, ale to jest takie przyjemne!

(to była taka notka blipowata)

Komentuj (10)

30.09.2008 (17:43)

Moja tegoroczna grupa na angielskim doprowadzi mnie chyba do próby samobójczej. Wszyscy mówią biegle i swobodnie, jedni drugim przerywając i podejmując ożywioną dyskusję. Prawie wszyscy są zdecydowani na FCE w czerwcu.
A jedna taka uczy się ósmy rok.

I co ja mam teraz zrobić, biedny mały osiołek, który rozumie wszystko, co mówią inni, lubi robić ćwiczenia, pisać testy leksykalno-gramatyczne i czytać długie czytanki, ale boi się mówić?
I rozpoczyna dopiero swój czwarty rok nauki...

Niech mnie ktoś przytuli!!!

Komentuj (5)
Blogi
Barbarella
Pierwsza
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Janerka
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
Pińczów