Rodzynki wydłubane z życia...

Goście

Archiwum
2018
2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

Fb
Poczta
Bank1
Bank2

Allegro
Avon

YouTube
Drzewo

statystyka
e-mail
RSS

Logowanie

Bibliografie

BLOG MAMOFYEN                                         To, co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.


03.09.2013 (22:12)

Wiecha!







Komentuj (3)

04.09.2013 (21:26)

Posprzątałam trochę w domu. Jestem z siebie zadowolona, gdyż latem raczej nie sprzątam, bo nie mam czasu. Robię przecież non stop w polu i w ogrodzie i oporządzam inwentarz, no to już nie sprzątam, bo kiedy? Ale drzwi mam otwarte na przestrzał dzień i noc, to niejako samo się sprząta, bo wiadomo, że na Pomorzu to i bez przeciągu potrafi wiać.

Pieski nieśmiało wypróbowują do stróżowania podest przed wiatrołapem i dobrze im idzie, a przecież jeszcze nie wiedzą, że ten podest będzie nawet szerszy niż jest teraz; ja zresztą też nie wiedziałam, ale Stary mi wczoraj wytłumaczył.

Ludność miejscowa nabrała chyba respektu wobec moich zapędów do obrony placówki przed obcymi, bo wczoraj poszłam na grzyby i stały sobie na miejscu, nawet te w lokalizacji widocznej z drogi.
I znów wczoraj obie kotki towarzyszyły mi na grzybach - uwielbiam to!

Stary umówił się na odczulanie w klinice w Dużym Mieście, ale najpierw na wizytę w poradni przy klinice. Poradnia jeszcze we wrześniu, a odczulanie od stycznia. W styczniu Stary pojedzie do kliniki na 5 dni, a ja chyba będę musiała zachorować na pięciodniowe zwolnienie. Nie wyobrażam sobie bowiem, w jaki sposób miałoby funkcjonować to gospodarstwo, skoro ja codziennie wychodzę z domu o 6.55, a wracam o 16.15. A na przykład kury trzeba otworzyć, jak się rozwidnia (czyli w styczniu po siódmej) a zamknąć jak się ściemnia (czyli w styczniu po piętnastej). W przeciwnym razie - lisy, kuny, tchórze i inne mantikory tylko czyhają na mój drób za wcześnie otwarty i za późno zamknięty!
A psy? Przecież ich w styczniu nie zostawię na cały dzień na mrozie. A jeśli mają zostać w domu, to trzeba by wstać o szóstej i wypędzić je do ciemnego ogrodu w celu wiadomym. Już widzę ich smutne spojrzenie razy dwa.
Najmniej zawracania dupy jest jednak z kotami.
Tak więc powoli klarują mi się plany na styczeń.

Komentuj (3)

17.09.2013 (21:12)

Wieczorna prawie błogość wygląda tak: leżę z laptopem, w słuchawkach Cohen śpiewa dość głośno, pachną powidła, a mięśnie mam lekko sponiewierane kilkudniową pracą.
W ogrodzie jest mokro, fajnie się wszystko przesadza i reorganizuje, już z myślą o kolejnym sezonie. Od soboty codziennie biegam z taczką tam i z powrotem, bo będą duże zmiany i muszę stopniowo się do nich przygotować.
Dobrze się pracuje jesienią w ogrodzie, a w ogóle jesień jakoś mi się bardzo podoba w tym roku. Robię sobie spokojnie przetwory, to to, to tamto. Mam właśnie w piekarniku wstawione do pasteryzacji konfitury z gruszek dojrzałych i słodkich, smażonych bez cukru - sto procent gruszek w każdym słoiku. W kolejnym garze powidła królewskie czekają na jutrzejsze dodanie orzechów i wtedy też już trafią do słoików. W następnej kolejności będę smażyć powidła śliwkowe zwykłe i z czekoladą.
Z ciekawostek zrobiłam też dwa rodzaje keczupu z zielonych pomidorów, ten ostatni z dodatkiem jabłek.

Namroziłam dużo grzybów duszonych z masłem i cebulką, takich gotowych do makaronu, czy innych obiadowych kombinacji. Nie suszyłam za dużo, właściwie tylko prawdziwki, bo mam jeszcze trochę suszonych z ubiegłego roku.
To ostatnie moje popołudnie w domu w tym tygodniu, bo już od jutra mam plany i cieszę się, bo co prawda trochę w tym obowiązków, ale więcej przyjemności.

Młody zaliczył pierwszy rok studiów, a wcześniej nie mogłam tego napisać, bo miał jeden egzamin w kampanii wrześniowej; no ale już zdał, można odetchnąć.
Pracował całe lato jak niewolnik, smażąc ryby w poznańskiej knajpie, bo ma rodziców niewydolnych umysłowo, a zwłaszcza finansowo. Teraz pojechał z Olą do babci i udziela się rodzinnie, bo zahaczy też o Kraków, a potem wyruszy na Babią Górę, gdzie bez względu na warunki atmosferyczne będzie zgłębiał miejscową florę, już na konto drugiego roku studiów.

Dawno wódki nie piłam, ale wkrótce coś się da z tym zrobić.















Posadziłam kurom na wybiegu dwa fioletowe floksy tak byle gdzie, a przy ogrodzeniu koło jaśminowca kilka sadzonek róż konfiturowych. Jeszcze dalej przy siatce znalazły się lilie tygrysie i żółte liliowce Dumortieri. Ciekawe, czy uszanują, czy z wiosną wyżrą wschodzącą świeżą zieleninkę.

Komentuj (5)

22.09.2013 (18:31)

W dniu dzisiejszym nastąpiło w gospodarstwie uroczyste rozpoczęcie jesieni i wypuściliśmy po południu kury na wolność. No, prawie.
Otworzyłam furtkę i te zeszłoroczne wraz z Antoniem od razu wiedziały o co chodzi (pamiętały?!), ale młodzież była zupełnie zdziwiona i początkowo żerowała tylko na trawce tuż przy wejściu, tak nieśmiało jakoś i wstydliwie.
Teraz łażą wszystkie po tylnym ogrodzie, a ja się martwię, czy wrócą, czy trafią, czy nie zabłądzą lub nie postanowią spać na drzewie.

Ktoś nam kradnie jajka i to prosto z gniazda. Raz już był ślad zbrodni w postaci rozlanego jajka na podłodze kurnika, a skorupek ani śladu. Ale jak poszłam za ogród, to zaraz w pierwszych brzózkach po prawej te skorupki sobie leżały. No a dziś - słoma w gnieździe mokra i błyszcząca, a jedno jajko całkiem umazane żółtkiem. No a to rozbite znów zniknęło!
Podejrzewany jest kot i to konkretnie kot Zuzanna, bo z tej małpy to jest kawał chuligana. Widziałam, jak gania kury po wybiegu, normalnie je straszy, jakby chciała złapać i zeżreć, a one uciekają i wrzeszczą wniebogłosy. Całe szczęście, są już za duże. Ale to pisklę jedno, które przepadło w pierwszym tygodniu życia... to też podejrzewam, że to była robota Zuzanny.
Już wcześniej kiedyś tak było, że pod wielkim krzakiem hortensji Annabelle Stary odkrył kolekcję skorupek, tak tylko rozpołowionych i porzuconych po uczcie...

Młode kogutki uczą się już piać. Nadal są trzy, bo Heniek po kogutka nie przyszedł. Pewnie przechlał fundusze i skończyło się napędzanie koniunktury i stymulowanie rozwoju gospodarczego wsi.
Durny, a ja bym mu tego kogutka dała za darmo, zwłaszcza, że do takiego szczytnego celu, nie do gara, tylko do życia!

Jesień przyszła, kwitną astry nowobelgijskie i nowoangielskie, zwane marcinkami. Mam wysokie różowe i niskie fioletowe. Chyba były też pod płotem całkiem niziutkie niebieskie, ale jakoś jeszcze nie kwitną...







Zebrałam część dyniowatych, niewiele ich i małe ale i tak się cieszę. A tykwy wciąż jeszcze rosną.





A cis jeszcze nigdy* nie miał tylu owoców!







*znaczy: od 3 lat

Komentuj (5)

24.09.2013 (20:15)

A tak sobie kury malowniczo łażą po ogrodzie. Psy zdziwione - bo drzwi wyjściowe nie dość, że zamknięte, to jeszcze w dodatku strzeżone!







Komentuj (3)

29.09.2013 (15:57)

Taki piękny dziś dzień, słoneczny i jakby z innej pory roku. Jednak rano szron już był na samochodzie, więc biegiem zbieram pigwy, winogrona, dynie i tykwy - żeby zdążyć. Zamknęłam też tegoroczną produkcję pomidorów - oberwałam wszystkie zielone owoce, a krzaczory pójdą w tygodniu na ognisko.
Róże i powojniki mają jeszcze tyle pąków kwiatowych... przecież nie zdążą.







Urządzam też na zimę nowe lokum dla kotów, bo postanowiliśmy, jak już chyba pisałam, odciąć strych na zimę, znaczy, jak normalny człowiek, zamykać klapę, żeby ciepło z domu nie uciekało.
Koty będą chyba zainstalowane w łazience, bo tam najcieplej i zresztą one lubią się tam kokosić. Ponieważ muszę brać pod uwagę kryteria: ciepło, wysoko, bezpiecznie przed psami, to chyba będzie to kosz na pralce, a kuweta pod wanną. Fajne jest też miejsce na oknie, bo i wysoko i bezpiecznie, ale niestety, zimno. Pod sofką natomiast jest ciepło (podłoga grzeje) i w miarę bezpiecznie, bo pies tam łba nie wepchnie, ale czy one będą chciały mieszkać na podłodze?
Oddałam im nawet duży kosz wiklinowy, w którym moi rodzice wozili mnie na sankach, kiedy byłam całkiem malutka, ale z drugiej strony to się zastanawiam, czy on aby nie jest za obszerny. No więc może prostokątny koszyk transportowy, w którym jeżdżą do weterynarza?
I tak spędzam w łazience całe popołudnia, ustawiając i przestawiając do upadłego. A podobno i tak by było najlepiej, jakbym im postawiła karton - podobno karton jest dla kotów debeściarski ponad wszystko. No i otwarta walizka :)

Muszę umówić chłopa do podorywki.

Idzie zima, a my nadal bez opału na zimę - jak zwykle, no i bez drzwi i okienka do ganku. Chociaż drzwi i okienko, to już prawie, prawie.

Stary był na dziennym pobycie w klinice i z tego co mu tam w wypisie nasmarowali, to się potwierdza, że był jedną nogą na tamtym świecie i to trzy razy.

Komentuj (1)
Blogi
Barbarella
Talenty
CudaMerigold
Dulbeb
Gunia
Lunia
Stary
Młoda
Jedzonko
Pesto
Wypieki
Ogród
Kompostownik
Róże (ang)
Róże (pol)
Róże (rus)
Na drutach
Drops
E-dziewiarka
IK blog
Ravelry
Reszta Świata
Janda
Kazik
MariaPeszek
Nohavica
Przemyk
WOŚP
OKOpress
Pińczów